Odkąd zobaczyłam na zdjęciach zjawiskowy kolor wody w Kanionie Martvili położonym jakieś 50 km od Kutaisi, w regionie Megrelia, chciałam tam dotrzeć i na własnej skórze poczuć chłód bijący od lazurowej tafli i okalających rzekę sieci wodospadów. Nie jest to jeszcze szczególnie mocno okupowana atrakcja turystyczna, co więcej, nawet sami Gruzini o niej często nie wiedzą, ale na miejscu można już wypożyczyć ponton lub rowerek (ze "sternikiem" w pakiecie), więc cwane Megrele zdążyli w porę wyczuć klimat i rozkręcają swoje mikrobiznesy, dyktując dość kosmiczne ceny (2 lari za butelkę wody mineralnej?). Dla informacji - kanion z majestatycznie pionowymi ścianami i pięknym drzewostanem wokół można równie dobrze przejść (w niektórych momentach przepłynąć - uwaga - woda jest lodowata, ale za to czysta jak łza!), tyle że koniecznie trzeba mieć odpowiednie, niespadające buty przystosowane do łażenia po skałkach i niestety trochę się namanewrować z aparatem/kamerą, jeśli jest takowy, a rzeczy zostawić wcześniej u pani z budki gdzieś na brzegu.
Po drodze jak to zwykle w Gruzji dużo zabawy:
Kanion jest naprawdę warty zobaczenia. Razem z nami na eksplorację tego dzikiego skrawka natury wybrali się podróżujący po Gruzji dziennikarze z Warszawy - Marcel i Ewa (pozdrowionka!). Po wiosłowaniu wgłąb kanionu znalazł się również czas na słodką mañanę pod coraz mocniejszym u nas słońcem (to, co się wydarza ostatnio to tzw. opcja "un-pale", bo słońce w mgnieniu oka i często boleśnie "zmywa" zimową bladość). Zupełnie przemiłym zbiegiem okoliczności spotkaliśmy u wejścia do kanionu samego (!) Giorgija
Maglakelidze z córką, który jest autorem legendarnych dla mnie "Rozmówek polsko-gruzińskich" i dzięki
to któremu pierwszym moim zdaniem wyumianym w języku gruzińskim (co ciekawe, w rozmówkach umieszczonym w dziale "zwroty grzecznościowe" :D) było
dźwięczne: "მე ჯერ გათხოვებას არ ვაპირებ" ("Nie zamierzam na razie
wychodzić za mąż"). Dziękuję za te pierwsze wprawki (chociaż nie do końca dają radę w styczności z gruzińską upartością, ale to nic), darzę je wielkim sentymentem! Postaram się niedługo wrzucić skrót innych, jakże kuriozalnych zwrotów grzecznościowych z rozmówek na bloga, bo zaiste są one niezłym drogowskazem odnośnie całości kultury gruzińskiej i panujących tutaj niemych zasad w relacjach międzyludzkich. Giorgij oczywiście okazał się być uroczym człowiekiem, a znakiem charakterystycznym po którym go rozpoznałam były jego czarne, kręcone włosy ;))) Dzień zakończyliśmy wesołym stopem z Martvili do Kutaisi w nieśmiertelnej wołdze. Jeszcze raz dziękuję Ewa i Marcel za wspaniale spędzony czas o tak wielkim przekroju - od spontanicznych zabaw w wodzie aż po dysputy o tym, dokąd zmierza ludzkość ^^!
Gwiazda "gruzjofilów" i batman ^^:
I Giorgij na okładce "Rozmówek" oraz "Przewodnika":
I głupawka na stacji benzynowej - tak Gruziny opalają chaczapsowe brzuszyska:
















.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz