Z okazji pierwszego
śniegu w Tkibuli, "w stanie" Imeretia (niech w głowie przy czytaniu
zabrzmi wam głos i akcent Mariusza Max Kolonko, tyle że zamiast creepy
miasteczka w Ameryce, mamy creepy miasteczko a'la Twin Peaks zaszyte gdzieś
głęboko w lasach Gruzji ;)), postanowiłam, że
poświęcę swoją własną tradycję zakopywania się przy pierwszym napadzie zimy pod
kocem z gorącą czekoladą i książką i spiszę odhaczykowo dwie poważniejsze
refleksje kulturologiczne po 2 miesiącach życia na gruzińskiej prowincji. Przy
okazji - dowiedziałam się właśnie od pani w sklepie, że Tkibuli nazywają "Małą
Syberią"...TEGO NIE BYŁO W KONTRAKCIE! Generalnie jestem ciepłolubna, nie lubię
zimy (gruz. zamtari), ale lubię bieganie (gruz. sirbili) zimą, w śniegu i
mrozie, z oszronionymi rzęsami (gruz. camcamebi) tylko gdzieeee tuuu, ja się
pytam, jak mi zasypie creepy stadion, a tzw. chodników nie odśnieżą, bo nie ma
kto tego robić (czyli nikomu się nie chce)?!
Topics:
MĘŻCZYŹNI W GRUZJI A KOBIETA
· Jakkolwiek jest tu
dość dużo przystojnych mężczyzn (przepraszam, zawsze jakoś zaczynam od tego
samego tematu ;), może jedynie wymagających otrzepania z kurzu i popatrzenia
przez palce na wszędobylską pozę macho (kwestie stricte estetyczno-zewnętrzne,
bo charakterowo są dla mnie zazwyczaj nie do przejścia) to trzeba pamiętać, że
"targają nimi bezbrzeżne wichry namiętności", że są pełni wigoru,
góralskiego temperamentu i chutliwych zapędów :D i jeśli nie chce się mieć
kłopotów, natrętnych adoratorów czy wręcz stawiać siebie w całkiem realnym
niebezpieczeństwie (był przypadek porwania dziewczyny na żonę w sąsiedniej wsi,
ale nie wiem na ile jest to naciągana prawda i zwykłe, wiejskie bajanie), zaleca się kobietom z tzw. Europy
unikać patrzenia prosto w oczy, nie wspominając nawet o posyłaniu niewinnego,
zdawałoby się, uśmiechu. Czarne, gruzińskie oczy z łatwością, nawet w tłumie,
wyłapią te błękitne, a jeszcze jak będą się one „bezczelnie” niebieścić w
towarzystwie blond włosów…Problem gotowy. Poza tym, Gruzini są dobrymi
szpiegami (chociaż stosując miarkę małej mieściny, gdzie wszyscy wszystkich
znają i o wszystkim wiedzą, nie trudno być dobrym szpiegiem, bo ma się tabuny
nieodpłatnych pomocników). Spodobasz się kobito – nawet jak uciekniesz pod
osłoną tłumu lub korzystając z własnego sprytu – bądź pewna, znajdą cię.
Niestety, Słowianki mają tu opinie łatwych i
otwartych na przygody, a zatem Gruzini mogą stanąć w jednym rzędzie z Turkami,
Egipcjanami, Grekami czy Tunezyjczykami...Jak to się ma do gruzińskiej kobiety?
Kobiety w Gruzji są w większości milion razy mądrzejsze (życiowo) od mężczyzn,
mają silne, zadziorne charaktery, są zdecydowane, obrotne i kierują się w życiu
ściśle określonymi zasadami, wśród których najwyższa wartość rodziny oraz duma
i szacunek do samej siebie, wypierają ewentualne próby smakowania przygód
gdzieś po drodze do stworzenia przytulnego gniazdka. Są lepiej wykształcone,
znają języki, ale wciąż głównym celem ich życia jest znalezienie dobrego męża, który
koniec końców i tak będzie je zdradzał. Niestety ich głos w dyskusji często
jest "gaszony" przez męską część populacji, co jest wręcz usankcjonowane
przez patriarchalną kulturę (wbrew temu, i młodzi i starszyzna będą mówić, że
kobietę-matkę otaczają świętą czcią, że pierwsze toasty na suprze zawsze
wzniosą jak nie za ojczyznę to za miłość i kobiety, że Matka-Gruzja jest
kobietą, ale jakże często jest to tylko ładne pustosłowie). Nie ma tu równości
płci i jeszcze długo nie będzie. Są ściśle określone role społeczne dla kobiety i mężczyzny. Oczywiście Tbilisi rządzi się już nieco innymi prawami, ale każda stolica jest
swego rodzaju wyspą, więc jej zinternacjonalizowane zwyczaje nie są wymierne w
kontekście całości kultury.
Gruzini mają z kolei bardziej
lekkomyślno-hedonistyczne podejście do życia, kłócące się z twardymi regułami
genderowej gry, narzuconej i konsekwentnie prowadzonej przez Gruzinki, dlatego
wykorzystując swój samczy urok, najpierw zabawią się z obcokrajankami, jeśli tylko
nadarzy się łatwa okazja skora do testowania potencjału seksualnego obcego dla
siebie narodu, ale za żonę zawsze ostatecznie wezmą sobie „czystą” i cnotliwą Gruzinkę,
która im ugotuje, upierze i posprząta. Gruzińscy chłopcy tracą dziewictwo
najczęściej z prostytutką. Taki prezent np. na 18-te urodziny. Gruzinka musi
czekać aż do ślubu, ale że małżeństwa zawiera się szybko (i wciąż często przy pomocy rodzinnych swatów), długo czekać nie musi ;)
W związku z takim podejściem Gruzinów do
cudzoziemek, zwłaszcza słowiańskich, skorygowałam początkową niewiedzę i
nowicjuszowską ciekawość ludzi polegającą na bacznym obserwowaniu ich zachowań
wobec siebie w różnych, społecznych sytuacjach, przekuwając ją w, chroniący mnie
przed nadinterpretacją w rodzaju "flirtowanie", nieobecny, chłodny
wzrok wbity gdziekolwiek byle nie w oczy mijanych mężczyzn. Jeśli już następuje
interakcja - w sklepie, na bazarze, w miejscu pracy, gdziekolwiek – oczywiście
nie mam wyboru, ale niechciane zainteresowanie wszystkich przypadkowo
napotykanych mężczyzn jest w stanie ugasić jedynie całkowita ignorancja i
traktowanie ich jak powietrze.
GRUZJA A EUROPA
· Pytanie czy Gruzja
w pojęciu kulturowym to już Europa czy jeszcze nie. Zastanawiam się nad tym
odkąd tu przyjechałam, przyglądając się życiu w jego codziennych szatach, w
miejscu bardzo gruzińskim, bo z dala od stolicy. Ciągle toczą się nad tym
debaty, publicznie, forumowo, wśród zwykłych turystów wszelkiej maści, którzy
tu przyjeżdżają, jak i wśród rosnących jak grzyby po deszczu „gruzjofilów”.
Wszędzie poza Gruzją, bo Gruzja jakby obraża się już za samo zadane pytanie.
Dyskusja kończy się wówczas, jeśli jej nie obrócić w żart, na śmiertelnej
obrazie, bo przecież każdy Europejczyk
winien wiedzieć i nie mieć co do tego żadnej wątpliwości, że Gruzja była
częścią Europy, ba Gruzja była początkiem chrześcijańskiej Europy, która wraz
ze swoimi „nowymi” zabytkami sprzed zaledwie kilku wieków jest przy starożytnej
Gruzji ino raczkującym niemowlakiem (co mają powiedzieć Stany Zjednoczone albo
taka Kanada? ;) Ciekawe, że z drugiej strony, w tym samym czasie odżegnują się
od tejże Europy przez wzgląd, jak twierdzą, na jej laicyzację, zepsucie obyczajów i degrengoladę moralności. Religię
próbowano Gruzji odebrać siłą, ale nawet przymusowa, sowiecka ateizacja
społeczeństwa w satelickim, czarnomorskim kraju nie wyczyściła naturalnej
skłonności Gruzinów do mistyki i wiary w Boga. Co ciekawe, nawet ci chutliwi
mężczyźni są wielce bogobojni, więc rozbieranie dziewczyn wzrokiem na ulicy
przy budce z piwem, nie będzie się kłócić z kilkukrotnym przeżegnaniem się ze
spuszczoną skromnie głową pod mijanym kościołem w czasie powrotu marnotrawnego męża
do domu na obiad.
Nie zawsze tak jest, niektórzy Gruzini podchodzą
do kwestii europejskości (lub nie) Gruzji w sposób mniej ambicjonalny, rozmawiają,
argumentują. W zasadzie należałoby się zastanowić czym w ogóle jest Europa? Czy
znak firmowy Europy daje gwarancję czegoś lepszego, wyższej wartości? Według
mnie nie. Ale może to tylko moje myślenie, w tym przypadku mocno podparte
emocjami, bo zawsze ciągnęło mnie bardziej na Wschód, do miejsc naturalnie
niedoskonałych o nierównych chodnikach i nierównych, ale szczerych uśmiechach
ludzi spotykanych w drodze, niż do wycyzelowanych i nieznośnie wypucowanych na błysk krajów tzw. Zachodu. Jeśli
podstawą rodziny europejskiej miałaby być wspólna religia, Gruzja jako kolebka
chrześcijaństwa posiada niezbywalne prawa do nazywania siebie krajem europejskim.
Myślę jednak, że europejskość zamyka się w bardziej finezyjnych, nie tak
oczywistych niuansach kulturowo-państwotwórczych i na tej podstawie, być może
narażając się Gruzinom, którym zechce się sięgnąć po google traslatora (lub
znających język polski), stwierdzam stanowczo i z pełną odpowiedzialnością, że
Gruzja nie jest ani Europą ani tym bardziej Azją, jest krajem kaukaskim i razem
z Armenią stanowią dwujednostkowy, odrębny mini-kontynent. Przy tym, taki
rozkład sił jest jak najbardziej na korzyść Gruzji, która nie wpisuje się w
utarte schematy. Nie mniej jednak, wszędzie w Gruzji obok flagi gruzińskiej
wisi dumnie i nie-wiem-po-co flaga Unii Europejskiej.
Jeśli, jakimś cudem Europa przyjdzie do Gruzji w
takiej wersji w jakiej jest prezentowana obecnie, to po pierwsze stracę
szacunek dla Gruzinów za ten bezmyślny akt poddaństwa, po drugie – to już nie
będzie to samo…Oczywiście, masa spraw wymaga w Gruzji solidnej korekty według
nowoczesnych standardów, ale błagam, niech Gruzja nadal jest jaka jest, niech
nie zmienia, mimo tego, że doprowadza mnie tak często do wrzenia ze złości i
bezsilności, swojego naturalnego oblicza, ze swoim podejściem do czasu (mimo
mojego umiłowania punktualności), kolektywistycznym ekstrawertyzmem (mimo
własnego sytuowania się między ekstrawertyzmem i introwertyzmem), spontanem, życiem z dnia
na dzień i śmianiem się z problemów (mimo bycia urodzoną „planistką”). Myślę
sobie, że dobrze tu być w tym przedziwnym, nie dającym się wcisnąć w żadne ramy
kraju, być tu przez chwilę, zaprzyjaźnić się z ludźmi, poucztować, zachłysnąć
się kawałkiem autentycznie dzikiej natury (i dzikiej mentalności), ale przez
wzgląd na swój charakter wiem na pewno, że nie jest to kraj, w którym mogłabym
spędzić resztę życia. Jest to kraj (kompletnie nieeuropejski!), do którego już
zawsze będę żywiła uczucie i do którego będę wracać, nawet jeśli to toksyczna
miłość ;) Shit happens...:
ZA 22 DNI W WARSZAWIE! ;))))))



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz