logo

logo
współpracuję z:

sobota, 28 czerwca 2014

Interpretacja utworu "Batumi" by Filipinki

Ostatnimi dniami, korzystając z krystalicznej pogody i faktu, że sezon jeszcze się na dobre nie rozpoczął, co pozwala uniknąć dzikich, bananowych tłumów, spędziłam trochę zwariowanego czasu w Batumi z kochaną mą Ulą (całujee), tymczasową rezydentką Kutaisi. Przyznaję, że jest to jedno z moich ulubionych miast w Gruzji (wcześniej nie byłam do niego przekonana, bardziej mnie interesowały górskie destynacje podróżnicze) ze względu na jego bezprecedensowy, w kosmos wyjechany - sięgając po slang młodzieżowy i po prostu zadziwiający w wielu momentach architektoniczny eklektyzm. Łączy on w sobie zarówno stare, piękne kamienice, wystawne pałace czy nadmorskie, bulwarowe wille jak i dziwne, hipernowoczesne (?), błyszczące w słońcu iglice, tudzież przezabawne "skyscrapery" z diabelskim kołem na szczycie chociażby, a wszystko to okraszone palmami i soczystą zielenią trawników. No i gdzie coś podobnego znajdziecie? To jak wygranie wielkiej kumulacji! :D Być może kamienista plaża nieco zawodzi (nieraz boleśnie), a woda nie jest pierwszej klasy, ale samo miasto, jego atmosfera i nocne życie (Batumi wręcz tonie w światłach nocą, co robi autentycznie spektakularne wrażenie) tworzą bardzo pociągającą mieszankę.

Obchodziłyśmy zatem z Ulą uliczki i atrakcje ulokowane w centrum miasta i wzdłuż głównej promenady ciągnącej się kilka kilometrów, pouprawiałyśmy spontaniczny shopping (cóż, w końcu światowy kurort :D), wjechałyśmy kolejką na rozległą górę z fenomenalnym widokiem na całe miasto i Morze Czarne (bardzo polecam, jak dla mnie lepsza niż w Tbilisi), by oglądać zachód słońca i rozbłyskujące światła nocnego Batumi i na koniec wpadłyśmy na chwilę popływać z pewnymi, uroczymi ssakami do lokalnego delfinarium (o tym w następnym wejściu na scenę). Leniwe leżakowanie pod mocnym słońcem wydobyło z nas mały głód, dlatego zgodnie z kaprysem zapragnęłyśmy zjeść sushi i napić się pinacolady (ostatecznie nie znaleziona i zastąpiona mohito, a sushi okazało się być sushi imitacją)

Ula zwróciła moją uwagę na piosenkę "Batumi" Filipinek (można ją usłyszeć podczas pokazu tzw. Tańczących Fontann nad jeziorem Ardagani). Oczywiście trudno jej nie znać, gdyż w ówczesnych czasach była pieśnią opiewającą mekkę PRL-wskiej turystyki, w ciągu lat nabierając jedynie mocy symbolicznej, nawet gdy Gruzja na chwilę wpadła w zapomnienie. Dzisiaj niestety chyba mało kto wsłuchuje się w jej tekst (jeśli się z nią przypadkowo zetknie), co jest dużym błędem, dlatego zaraz to naprawimy! Radosna nuta to nie jej cały urok, gdyż, jak się okazuje, dziewczyny widać nieźle się w Batumi bawiły, na co ewidentnie wskazują słowa utworu (if you know what I mean ^^). Przyjmijmy, że siedzimy właśnie na maturze (sprzed ery gimnazjalnej) i jednym z tematów wypracowań na egzaminie z języka polskiego jest interpretacja tekstu, czyli "co autor miał na myśli" w kultowej piosence "Batumi" (powstała w 1963 roku, autorką słów była Ola Obarska, a w plebiscycie Polskiego Radia została uznana najpopularniejszą piosenką roku). 

Jako zajawka słynna piosenka frywolnych (co zaraz udowodnię) Filipinek oraz nocne Batumi (coby wprowadzić brać czytelników w imprezowy klimat ^^)















Zacznijmy zatem analizę warstwy lirycznej utworu "Batumi":

W swych wędrówkach przeszłyśmy wiele miast (siedem lasek tworzy zespół pod nazwą "Filipinki", szybko zdobywają popularność, tłum jest spragniony show i wspólnego kręcenia bioderkami w rytm ich piosenek, dlatego  też dziewczyny regularne jeżdżą na tournee po miastach i miasteczkach całego świata, ba, bywają nawet w Hameryce!) 

Wiele mórz i rzek, wiele gór wśród gwiazd (dziewczęta zawitały i nad morzem i w górach, prawdziwe kosmopolitki i podróżniczki, bywałe w świecie, otwarte, zalotne, erotyczne marzenie mężczyzn sojuzu w latach 60-tych XX wieku)

Ale miasto, o którym śpiewamy dziś (sugestia, że Batumi jest inne, że jest lepsze, że więcej przygód i słodkich wspomnień obiecuje, zbiorowy podmiot liryczny o tym wie, to czuje i tego pragnie)

Milsze jest, bo z nim wiążą się nasze sny (i tu przechodzimy do sedna - sen jest jedynie subtelnym symbolem obrazu balujących w nocnym Batumi młodych Polek czyli taki PRL-owski "Seks w wielkim mieście", które napotykają na swojej drodze gruzińskich towarzyszy ich wakacyjnego snu)

Batumi, ech Batumi (znaczy "Gruziny, ech te Gruziny")

Herbaciane pola Batumi (dowiadujemy się, że pola herbaciane, które kiedyś były, a po których dziś już niestety nie ma ni śladu, są dobrym, acz niepozornym miejscem potajemnych, jakże ekscytujących schadzek młodzieży sojuzu, celem nawiązywania przyjaznych stosunków polsko-gruzińskich, nie wiemy czy grupowo czy jeden na jednego, ale sądząc po srogim klimacie obyczajowym sojuzu lat 60-tych, nawiązywanie stosunków grupowych mogłoby nieść ze sobą opłakane skutki) 

Cykadami dźwięczący świt
 (onomatopeje budują delikatną aurę "syndromu dnia następnego", co słyszał podmiot liryczny, gdy już było "po", skacowane - wczasowym romansem odurzone - dziewczęta obudziły znienacka owady piewikowate niejakie cykady, co na zawsze pozostało w ich pamięci jako asocjacja wszelkiego dobra i najwyżej, egzotycznej przyjemności)

Świadkiem był szczęścia chwil (znaczy się, że było okej, południowa krew, te sprawy, być może nad ranem powtórka z rozrywki)

Batumi, ech Batumi
Herbaciane pola Batumi
Cykadami dźwięczący świt                             (powtórzenie, potwierdzenie tego co wyżej)
Świadkiem był szczęścia chwil.

Z ciężkim sercem żegnamy Gruzji brzeg (zabawa z Gruzinami była przednia - na brzegu, na herbacie i chachy, noc pełna wrażeń, ale trzeba już wracać do swoich polskich chłopaków)

Śpiew twój dźwięczny jak drogi echo biegł  (któryś z napotkanych Gruzinów nie mógł się pogodzić z tymczasowością, żeby nie powiedzieć jednorazowością spotkania z śpiewającą Polką, pewnie jakiś romantyczny nieuleczalnie, nie wiedział jeszcze, że istnieje coś takiego jak "one night stand", chciał poślubić swoją  polską wybrankę, ona jednak była już zakontraktowana więc go olała)

Dziś gdy oczy przymkniemy widzimy znów (wszystkie Filipinki po pamiętnej nocy w Batumi, wyszły za mąż, urodziły dzieci, gotowały obiady i prały, a kiedy szara codzienność, myśli o utraconej młodości i karierze scenicznej dawały o sobie znać, te zamykały oczy, wspominały gorące Batumi i gorącą, południową krew)

Obraz ten, to marzenie naszych snów (to se ne vrati, ale pofantazjować zawsze można ...) ;)))

I na koniec dzienne Batumi:

















Nowy budynek uniwersytetu batumskiego. Tak, to złote "coś" to diabelskie koło. Jeszcze nie użytkowane :D:

 Fontanna Chachy na Nabiereżnej (raz w tygodniu przez kilka minut zamiast wody, płynie tutaj gruziński samogon, mocny jak diabli - tzw. chacha, fontanna nocą pulsuje milionami kolorów):



W Batumi można znaleźć mnóstwo podobnych instalacji i rzeźb utrzymanych w romantycznej, kurortowej stylistyce, jakże wspaniale korespondującej z aurą odpoczynku, siesty, zabawy i wakacyjnej miłości :P:





                                          Park 6-go Maja w którym mieści się delfinarium:




                                                               Wakacyjne "selfie" ^^










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz