logo

logo
współpracuję z:

środa, 30 lipca 2014

Kiedy mężczyzna wraca do etapu przedszkola - gruziński FOCH ("fiasko opchnięcia ch...")

Dobra. Znowu o facetach. Doigrałam się. Wychodzi na to, że w wielu oczach dzięki temu blogowi na wieki wieków pozostanę bitchface feministką, lustrzanym odbiciem mizogina i nikt mnie na żonę nie weźmie (pod uwagę nawet), bo jeszcze pogryzę (biada mi). Przynajmniej w anturażu kaukaskim. Wróć. Niezupełnie kaukaskim. Kaukaz to wszak też inne narody, to Armenia z ich szarmanckimi mężczyznami (teraz to wiem), która ratuje honor całego regionu, a nie tylko Gruzja, która zgodnie ze swoją dominującą naturą, chce chyba zbierać całą skojarzeniowo-turystyczno-profitową śmietankę dotyczącą tego kierunku świata. Rozmawiam z dziewczynami i kobietami, które tu trafiają. Dużo. Nasłuchuję się opowieści, które otwierają mi szeroko oczy - z obrzydzenia, niedowierzania, szoku, bezradności. Jest dla mnie rzeczą absolutnie niepojętą, iż w Gruzji, w relacjach damsko-męskich powtarza się z uporem maniaka jeden schemat behawioralny (odnosi się zresztą nie tylko do obcokrajowców). 

Kilka delikatniejszych przykładów:

Stalker lokalny. Któryś z kolei. Później okazuje się, że sąsiad. Zdobywa mój numer telefonu. Smsuje zawzięcie - rano, wieczór, we dnie, w nocy ("będę zawsze ku pomocy...") plus za każdym razem, gdy mnie gdzieś zobaczy, oczywiście z ukrycia, mimo że raz i dobitnie dałam mu do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana. Wysyła wiadomość na fb - zaprasza, a potem pyta - no to teraz wiesz kim jestem, na pewno przeglądałaś moje fotki, i co, nadal nie chcesz mnie poznać? GWARANTUJĘ, że nie będziesz żałować, wiem to na pewno, że jesteśmy sobie pisani, uwierz, przyjmij to uczucie...(sic!). Odpowiadam po raz kolejny, mając nadzieję, że ostatni - „nie!". Ale jak widać - w to mu graj. Nadal śle smsy, które są w tonie coraz bardziej roszczeniowym, agresywnym, „dlaczego nie odpowiadasz, tak trudno odpisać?". No. Debil. Tak jak gdyby to był mój bez mała obowiązek odpowiadać pierwszemu, lepszemu creeperowi. Ostateczne rozwiązanie kwestii stalkerowej w tym przypadku scedowuję na mojego szefa, który jako (jeszcze) jego przełożony stawia kropkę nad i. I... jest spokój. Uff. 

Z początku pobytu - o bardzo wczesnej godzinie wparowuje mi do mieszkania kolega - Gruzin, młode chuchro. Obgadujemy sprawę, skoro już przyszedł, nawet jeśli dopiero świta, i na koniec proszę go bardzo uprzejmie, aby mnie już zostawił samą, bo chcę się jeszcze na chwilę położyć, zwłaszcza, że jestem piekielnie chora i ledwo kontaktuję. Reakcja jest natychmiastowa, niemal jak by został spoliczkowany: blednieje, wstaje bez słowa, mina obrażonej panienki, zacietwierzenie kompletne, przegląda się w lustrze nie zwracając już na mnie uwagi, wychodzi bez pożegnania, prawie trzaska drzwiami, potem zauważam usunięcie mnie z facebooka :D Fala następstw miażdżąca. Jestem zdruzgotana! O krok od samobójstwa...



Koleżanka Oli, Polka, przyjeżdża w odwiedziny do Gruzji z Armenii, gdzie mieszka. Nie jest przyzwyczajona do natarczywości ze strony przypadkowych mężczyzn, gdyż w Armenii (dlaczego nie pojechałam na rok do Armenii zamiast do Gruzji, whyyyy?!) nie jest to spotykane, relacje są tam bardzo wyważone, zdystansowane i pełne szacunku wobec siebie nawzajem. Podczas samotnego spaceru po Tbilisi, wpada w oko przeciętnemu, upierdliwemu creeperowi - no i zaczyna się, ten jeździ za nią, i co rusz wyskakuje zastępując drogę, obsypując komplementami, domagając się wspólnego wyjścia na kawę. Koleżanka w pewnym momencie doprowadzona do szału impertynenckim nagabywaniem, wpada w ostry ton, mówiąc delikwentowi bardzo dobitnie, że nie, nie jest zainteresowana żadną randką, nigdy, never, niemals, nikogda. Obcy facet jest potwornie oburzony tym, jak „taka piękna kobieta może się tak agresywnie i nieodpowiednio do niego odnosić". A ona ino tylko podziękowała...Weź tu się połap!

Przypadkowy gruziński znajomy na fb, podlegający kasacji zaraz po wybyciu z Gruzji (no cóż, taka prawda, niech mnie nazywają okrutnicą "bez serca"; przypominam, że Gruzini traktują facebooka wielce poważnie, niczym nabożną świątynię social media):
G.: co tak nic nie piszesz, zapomniałaś już o mnie? (me: ale że co? prawie się nie znamy człowieku..)
ja: a mam pisać o czymkolwiek? powinnam?
G.: skoro nie rozmawiamy ze sobą, to mi niepotrzebne takie znajomości na fejsbuku (coraz bardziej bliski kategorycznego focha)! czyli tobie wszystko jedno, tak? 
ja: tak, G., nie znam cię nawet, wiec mi wszystko jedno, przepraszam...
G.: davai, usuwam cię ze znajomych!! (krew w żyłach mi zamarza, :D, i CO teraz, jak żyć?!)
ja: ok, usuwaj... ;)
G.: (mocno już rozsierdzony, chyba spodziewał się, że będę go błagać o łaskę nieścinania wirtualnej głowy): wiesz, myślałam, że jesteś inna, albo to Gruzja cię tak ZEPSUŁA (sic! no w sumie chłopczęto ma rację - Gruzja nastawiła mnie bojowo, ale czy ja się o to prosiłam...)
ja: poka! ;)
G.: wiązanka przekleństw...

;)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

Zatem rzeczą niepojętą i niespotykaną w moim odczuciu jest nawet nie tyle namolność facetów, bo to jest na porządku dziennym także i w paru innych krajach (co wcale nie czyni jej łatwiejszej w przyswajaniu), ale właśnie ten unikalny, MĘSKI FOCH, święte oburzenie, kiedy kobieta OŚMIELA się powiedzieć grzecznie (!), jedynie czasem - będąc już mocno wyprowadzoną z równowagi - nieco bardziej podniesionym głosem - "nie, dziękuję, nie jestem panem zainteresowana". Jak dziecko, jak mały chłopiec z twarzą czerwoną z wysiłku, co to tupie nóżką przed sklepem z zabawkami, żeby wymusić na mamusi jakiegoś fajnego resoraka z importu. Chcę już, tu, teraz, natychmiast! Mamoooooooo!!!!!! 

Jak to mówi moja wspaniała nauczycielka języka - "na ch..j z nimi!"

piątek, 25 lipca 2014

Nie idziesz ze mną do łóżka? Jesteś lesbijką???

Z życia wzięte, ale troche jakby z „Nimfomanki" von Triera, wyrzucając jednakże wątek nimfomanii i zastępując go wątkiem testosteronizacji umysłów gru osobników płci męskiej (niezależnie od tego czy nadal żyją tu na co dzień czy wyemigrowali), wpływającym na komfort życia „zachodnich" kobiet w tymże kraju kwitnącego romansu.

Młody, wyględny (jak na tutejsze standardy troglodyckie) Gruzin, mieszkający wiele lat w NYC, siedzi sobie na plaży w Batumi w atrakcyjnym towarzystwie. Rozmawia sobie miło po angielsku z koleżanką, cudzoziemką, Europejką, która jakiś czas mieszka w Gru. Chłopak jest rozgarnięty, z dobrej rodziny lekarskiej, zachowuje dystans prawie-europejski, śmieje się z żartów na temat Gruzinów, z wierzchu - nie-creeperski, normalny, po prostu sympatyczny i odbiegajacy od tak dobrze znanego schematu...Czas upływa bardzo przyjemnie.

Rozmowa schodzi na tematy różnic międzykulturowych i problemow w komunikacji - robi się ciekawie, bo wszak dziewczyna ma wiele na ten temat do powiedzenia. Chłopak zdaje się rozumieć narzekania dziewczyny na wszędobylski maczyzm i współczująco kiwa głową na uwagę o tym, że lokalni mężczyźni (nieważne czy młodzi czy starzy, przystojni czy zakapiory) traktują obcokrajanki jako te wyzwolone, łatwe, zawsze chętne i doświadczone nie przymierzając - niczym wyuzdane dziwki z ulicy czerwonych latarni. Jasne, jeszcze gdyby chodziło tylko o samo myślenie to zarówno ona, jak i ja, czy inne moje koleżanki spoza Gru które los tu zesłał, miałybyśmy to szczerze gdzieś, niech sobie myślą co chcą, ale niestety to wyobrażenie owocuje bezpośrednimi, nieprzyjemnymi nieraz sytuacjami. 


Koleżanka myśli, że chyba oto spotkała (co prawda znają się krótko) jedynego Gruzina na tym łez padole, który rozumie jej bolączki, traktuje równoprawnie, bez zaglądania w dekolt, jak człowieka, a nie przedmiot do wy...ania, normalnie rarytas w kraju kwitnącego romansu! To pewnie przez to, że chłopak wyjechał z kraju jak miał 15 lat, nie zdążył się zepsuć...

Zbliża się pora obiadu, koleżanka z - nazwijmy go - Giorgim (hehe) idzie na zakupy, by potem spokojnie sporządzić obiad w jego apartamencie przy plaży. Wracają. Ona robi sałatkę, on gdzieś się kręci obok, wychodzi na taras, zapala, raz zasuwa zasłony, raz odsuwa, to kładzie sie na łóżku, to siada, puszcza swoją ulubioną muzyke z kompa, prezentuje jej swoje muzyczne preferencje etc. Jest miło. Przyjacielska rozmowa, dobre jedzenie. Wakacje.

Siesta po obiedzie: ona siedzi przy stole w części kuchennej i kontempluje otoczenie. On coraz bardziej nerwowo kręci sie po pokoju, wykonuje telefony etc. Ona chce już iść ponownie na plażę, szkoda czasu. On - że jeszcze nie, że za wcześnie pływać po jedzeniu, że że że.. Po chwili wskakuje na łóżko, leży przy kompie, pokazuje sugestywnie dłonią na drugą część łóżka...
On: no chodź połóż sie obok, zrelaksuj sie, boisz sie czy co?
Ona: spoko, tutaj jest mi wygodnie
On: ale o co chodzi? dziwna jakaś jesteś...
Ona: dlaczego niby dziwna??
On: przecież nic ci nie zrobie a trzeba troche odpocząć od słońca, wrzuć na luz bejbe!

Znowu wstaje, zaczyna sie kręcić, zasłony są już znowu zasunięte... Półmrok, muzyka jakby wolniejsza...Ona nudząc sie dzwoni do koleżanki, z którą  ma się umówić w Batumi (ze mną), rozmawia, śmiejemy się, plotkujemy (po polsku). On w tym czasie dalej się kręci coraz bliżej i bliżej niej. Ona kończy rozmowę ze mną.

On pochyla się nagle, żeby ją pocałować, ona w ostatniej chwili odsuwa się mówiąc „holaaaa!". On patrzy na nią z niezrozumieniem „przecież chce cię tylko pocałować mała, co robisz taki szum!". Siada z powrotem na łóżku, dzieli ich stół.
Ona: Giorgi, czy ty jesteś poważny, dosłownie przed chwilą rozmawaliśmy o tym jak bardzo nienawidzę takich akcji u Gruzinów! zresztą nie tylko u Gruzinów, sorry, ale mam pewne zasady...i na pewno uwierzę że to tylko pocałunek, przy tym zasłoniętym oknie zwłaszcza!
On: ale o co chodzi? dlaczego jesteś taka dziwna?
Ona: jeszcze raz powtórzę: mam zasady które i ciebie nie wykluczają! tak trudno to zrozumieć?
On: ja też mam zasady no i co z tego! nie podobam ci sie? myślałem że ci sie podobam! dlaczego zatem nie spędzić miło czasu?
Ona: chyba się nie dogadamy...nie masz dziewczyny, jak rozumiem?
On: mało jest tutaj dziewczyn tak atrakcyjnych jak ty... (a świstak sieeeeedzi...)
Ona: i tyle ci wystarczy? ważne żeby była w miarę atrakcyjna, i to wszystko?
On: ale ja ciebie nie rozumiem, o co ten szum, jesteś LESBIJKĄ??

TAKA sytuacja. Kobieto, NIGDY nie ufaj Gruzinowi!! Amen. 
Tłumaczenie jakie zazwyczaj dostajemy: Gruzin jest tak pełen wigoru, tak jurny, że musi gdzieś tę swoją niewysublimowaną męską energię wyzwolić...Pewnikiem inaczej umrze z nadmiaru wyprodukowanego testosteronu...



środa, 23 lipca 2014

Dom druidów w lasach puszczy

Jako że wielu wolontariuszy rozjeżdża się już po domach kończąc swój wiekopomny „czyn społeczny" w Gruzji, aby w swoich krajach, pod pledem i z kubkiem herbaty w ręku zdrowieć psychicznie i oczekiwać zasłużonej nominacji do Pokojowej Nagrody Nobla, spotkaliśmy się z ekipą stacjonującą w Gori, w naszym zaprzyjaźnionym, bez mała -  zaczarowanym domku w Rachy (w miejscowości Oni) w celach kontemplacyjno-towarzyskich. Temuz, Elene i ich syn Nika, na co dzień student prawa w Tbilisi, jak zawsze ugościli nas po królewsku w swoich włościach okupowanych przez wszelakiego rodzaju zwierza domowego (oboje są artystami, mama jest malarką i cudownie gotuje, a ojciec oprócz projektowania mebli, specjalizuje się w hipnozie i wysyłaniu chętnych w nieznajome krainy podświadomości wyższym celem unieszkodliwienia Putina :D). Jest coś bardzo miłego w tym miejscu, niewymuszona gościnność i błogi, jakże święty spokój, coś co sprawia, że wracam do niego jak bumerang. Nieustannie. Może to ta bliskość przyrody, sprzyjająca tzw. resetowi - czy to samodzielnie, zaszywając się gdzieś na pieńku lub na hamaku w ogrodzie z książką pod pachą czy też grupowo w tzw. suprówce (wydzielone miejsce na ucztowanie pod chmurką w towarzystwie wyśmienitego, domowego wina). Tutaj można uciec przed tłumem i zgiełkiem miasta. Ponownie poszwendaliśmy się po okolicach, nieraz w wojskowym, do bólu surowym wozie, zwiedzając synagogę, tzw. gejzer (a że zimny, śmierdzący i dalece odbiegający od wyobrażeń rodem z Nowej Zelandii czy islandzkich pocztówek - cóż, "jaki kraj taki gejzer" :D), ostatnią wieżę obronno-mieszkalną w Ghebi, która ocalała po trzęsieniu ziemi w 1991 roku oraz smakując nieznośnie żelazem podbite wody dla kuracjuszy. Ale najważniejsze w tym wszystkim było delektowanie się ciszą...










                                                           Synagoga w Oni:






GEJZER :D:








                                                      Pogoda zmienną była:


                                                   Przyjaźnie nastawieni tubylcy ;):




                                             Miejscowe muzeum w Oni:
                                                                 Duma!:
                       Zabytek literatury starogruzińskiej "Rycerz w tygrysiej skórze" pisany odręcznie:
                         Szkoła artystyczna, w której nasza gospodyni jest dyrektorką:

czwartek, 17 lipca 2014

Youth Club - piknik pod wiszącą skałą

Zjechali do nas znajomi z Ozurgeti - Francuzka i  Łotysz, zatem wybraliśmy się z lokalnymi dzieciakami na przysmażającą, sobotnią wycieczkę (Nakerala, 1570 m.n. p.m., Imeretia). Oto co utrwalono ^^: