Witajcie! Gamarjoba! Dawno mnie tu już nie było, cóż - moja "stara" Warszawa mnie pochłonęła solidnie. Właśnie mija rok odkąd jestem ponownie w Polsce po rocznej przygodzie z Gruzją. Tęsknię strasznie, ale nie udało mi się na razie wygospodarować dość czasu, aby odwiedzić swą "drugą ojczyznę" w tym roku kalendarzowym. A miałam kiedyś w końcu pokazać Gruzję rodzicom - hmm, ok, niech to będzie plan na 2016 rok, całkiem dobry i smaczny plan :) Bo Gruzja to jedzeeeenie i dlatego wracam z przepisem!
Z tejże, między innymi, okazji rocznicy powrotu z Gruzji, po raz pierwszy zrobiłam swoje chaczapuri w wersji, którą najbardziej lubię (ale jest też strasznie zdradliwa - to istna bomba kaloryczna, cóż, raz się żyje) - czyli z jajkiem i masłem, w charakterystycznym kształcie łódeczki (no dobra, nad kształtem muszę jeszcze popracować :) Chaczapuri to nic innego jak drożdżowy placek z serem solankowym (tradycyjnie powinien być imeretyński, czy jakikolwiek gruziński, ale oczywiście "z braku laku" trzeba sięgać po - jak się okazało - pyszne zamienniki). I zaprawdę, powiadam Wam, dają radę! Taką oto zatem kolacyję zaserwowałam mojemu współmieszkańcowi, prywatnie kochanemu dostarczycielowi świeżych bułeczek ^^
PRZEPIS (2 naprawdę spore placki lub 3 mniejsze; czas przygotowania: ok 1,5 h):
CIASTO:
- 4 szklanki mąki pszennej (najlepiej takiej do ciasta drożdżowego)
- łyżka sklarowanego masła
- szklanka maślanki lub jogurtu greckiego
- 10 g drożdży
- 1 jajko całe
- pół łyżeczki soli i tyleż samo cukru
- ciepła woda
FARSZ:
- tarty ser mozzarella (zwłaszcza Sottile Gusto, Galbani lub inne włoskie marki dostępne w Biedronce)
- 1/2 kostki fety tłustej
- pieprz
- 1 żółtko do serów
- łyżeczka roztopionego masła
- 2 całe jajka i nieco masła na wierzch chlebka
PRZYGOTOWANIE:
Wszystkie składniki do ciasta wysypujemy na stolnicę i wyrabiamy ciasto - jeśli za bardzo się klei, dosypujemy mąki, jeśli jest zbyt zbite - podlewamy ciepłą wodą. Ciasto powinno być jasne, sprężyste, lekko lepiące się. Formujemy kulkę, przykrywamy ściereczką i odkładamy w ciepłe miejsce na ok. 30-40 min, aby nam ładnie urosło (u mnie sprawdziło się tuż nad rozgrzanym piekarnikiem). W międzyczasie łączymy składniki farszu - fetę rozdrabniamy, wbijamy żółtko, wlewamy płynne masło, można dodać soli chociaż już sama feta dodaje nam słonego smaku do śmietankowego smaku mozzarelli (generalnie połączenie jest pycha i aż chce się wyjadać z miski). Możemy dodać nieco pieprzu. Dokładnie mieszamy. Piekarnik rozgrzewamy do 250 stopni. Wykładamy blachę papierem do pieczenia i smarujemy roztopionym masłem. Z ciasta formujemy 2/3 kulki, rozwałkowujemy, a następnie formujemy kształt wrzeciona/łódeczki, nieco wyciągając końcówki, i ładnie zawijając brzegi do środka - generalnie środek ma być spłaszczony, bo nim musimy wypełnić farsz, tak, aby mniej więcej zrównał się z brzegami. Farsz wkładamy do środka i umieszczamy gotowe łódeczki w piekarniku w 250 stopniach. Zapiekamy ok 15 minut - ser powoli zacznie się zapiekać, a ciasto rumienić. Należy cały czas kontrolować rozwój sytuacji. Po tym czasie wyjmujemy blachę z piekarnika, nieco rozbełtujemy ser i w zagłębienie pośrodku wbijamy całe jajko uważając aby się nie rozlało (niektórzy wbijają tylko żółtko - ono powinno być dość płynne, nie ścięte, gdyż w nim potem maczamy kawałki chleba). Znowu wkładamy do piekarnika na kilka minut (można obniżyć temperaturę do 180 stopni). Po wyjęciu, kiedy białko lekko się zetnie a żółtko wciąż pozostanie płynne dodajemy kawałek masła, które się rozpuści pod wpływem ciepła.
Nasz chaczaps wyszedł wybornie, ciasto miękkie, ser rozpływający się w ustach..
SMACZNEGO! (jeśli doświadczycie ekspresowego przytycia wskutek zjedzenia tegoż zdradliwego i śmiertelnie pysznego chaczapsa to..co złego to nie ja :D)

