logo

logo
współpracuję z:

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Gruzinki masowo operują nosy i przywracają dziewictwo

Krótki post dzisiaj, tak dla odmiany ;)) Moi drodzy, gdybyście przypadkiem cierpieli na niedosyt wiedzy o Gruzji a jednocześnie marzyli o dokonaniu pewnych estetycznych poprawek w swojej aparycji w jakimś bardziej egzotycznym, choć nie mniej kompetentnym (bo z całą pewnością - doświadczonym) miejscu, informuję, że najczęściej wykonywaną operacją chirurgiczną (tak to sobie nazwę) w Gruzji jest korekcja plastyczna chrząstki nosowej. Generalnie chirurgia plastyczna jest w Gruzji bardzo popularna, bo zarówno znane z dbałości o urodę kobiety jak i co bardziej próżni mężczyźni chcą być piękni, piękniejsi, najpiękniejsi. Operują więc sobie nosy i poprawiają biusty (to już nie faceci^^);) Nie skąpią na ten cel pieniędzy. Zresztą powtarzająca się zasada jest taka, że może im braknąć środków na jedzenie czy rachunki (pensje są nieadekwatnie niskie do kosztów życia, które są naprawdę wysokie), ale nowy Iphone czy nowy nos to już inna bajka. Na to kasa zawsze się znajdzie. A ze zgrabniutkim noskiem Heidi Klum znajdzie się też i majętny adorator i wszystko wróci do równowagi :D Zważywszy na to, że zdarza mi się słyszeć również od lokalsów, że mam urodę kaukaską, czy wręcz - priamo - gruzińską, chyba powinnam głębiej przemyśleć tę sprawę. Może to jakaś zawoalowana sugestia? ;)) 

Zaraz potem wśród najczęściej występujących w tym kraju ingerencji natury chirurgicznej stoją: hymenoplastyka, co tłumaczymy na ludzki jako: odtwarzanie błony dziewiczej (konserwatyzm konserwatyzmem, a życie życiem - niestety) oraz aborcja - niechlubne i masowe zjawisko (kobiety są ofiarami nadchutliwych Gruzinów). Rzecz zatem tyczy się, jak widać, płci pięknej. Z tych statystyk można wyciągnąć parę smutnych refleksji na temat tutejszego społeczeństwa...Tak samo, jak pokazowa, w moim odczuciu nieraz sztuczna religijność Gruzinów kłóci mi się z wybitnie i bez żadnych odstępstw handlową niedzielą i łamaniem podstawowych reguł życia zgodnego z wiarą, tak hymenoplastyka świadczy dobitnie o tym, że męscy przedstawiciele tego narodu mogą stanąć obok wyznawców islamu czy hinduizmu, albo przybić pionę z królem pół-dzikiego plemienia gdzieś na wschodzie Afryki. Czy można znaleźć jakieś wytłumaczenie dla takiej dwulicowości? Biedne kobiety gruzińskie, które nie tylko muszą znosić "birżowanie" swych mężów (oficjalna wymówka - brak pracy, mimo to przecież brak pracy nie musi oznaczać absolutnego marazmu życiowego), ale wręcz, w obliczu durnych obyczajów czy kulturowych paradygmatów, poddawać się dziwacznym i niezrozumiałym operacjom przywracania dziewictwa, aby takich pożal się mężów, szukających na żony wyłącznie dziewice, zdobyć - na pohybel Gruzinom... :( Jest taki żart, ujmujący Gruzję matematycznie (chociaż aborcja dostępna za 40 lari czyli jakieś 80 zł raczej przeraża niż skłania do żartowania, niech mi będzie wybaczone): "na jednego mężczyznę przypadają cztery kobiety, z których pięć to dziewice". 

Dość socjologii i smutnych statystyk. Przygotowania do wigilii po polsku trwają w najlepsze. Dużo pracy, codzienne wizyty na bazarku, kuchenne krzątania, trochę nerwów przy próbach uzykania odpowiedniej konsystencji i smaku nadzienia do ruskich pierogów przy braku odpowiedniego sera, zapach goździków w mandarynkach i kandyzowanej skórki pomarańczowej. Przez weekend gościłyśmy kolegę z Chin, Liu, który tym naszym krzątaniom się z ciekawością przyglądał a i nawet "występ" dał w Youth Clubie, sobotni. Ponadto Liu stwierdził, że "rytualne" zostawianie ogonków od chinkali (służą ino do chwytania pieroga i wysysania zeń bulionu, mówi się tu, że ich zjadanie to oznaka ubóstwa), jest strasznym i karygodnym marnotrawstwem jedzenia w świecie, gdzie tyle milionów ludzi cierpi głód (uwaga mnie zaskoczyła, bo jest bardzo trafna, a jakoś wcześniej się nad tym nie zadumałam, mimo że problemy współczesnego świata raczej nie są mi dalekie!). News z ostatniej chwili: udało się dzięki super przemytnikowi roku, Markowi, zwieźć mak i suszone grzyby z Polski do Kutaisi (obiecałam mu z tej okazji postawić pomnik w Tkibuli, może jak już mak nie będzie symbolem zbrodni). Jutro lub pojutrze świąteczne (i świątecznie przemycone) składniki naszych pridumanych potraw ruszą do Tkibuli, i w związku z tym będzie na suprze wigilijnej nasza polska, normalna, ćpuńska kutia. Zakwas na barszcz się robi, mam nadzieję, że posłusznie zdąży przed piątkiem. Pszenica czeka na swoją drugą, makową połówkę, aby razem zjednoczyć się w świętej kutii. 




Parę fot ad hoc z wizyty okołonaukowo-gruzińskiej w "spiżarniach" miejskiego muzeum. To chyba zdarza się tylko w Gruzji - trzymałyśmy w rękach (GOŁYCH!!) prawdziwe, kilkusetletnie miecze i inne, nie mniej stare i wartościowe eksponaty. Pozowała nasza Manana, nauczycielka gruzińskiego oraz dyrektor muzeum, którego darzymy głęboką sympatią ^^ Dziś z kolei odwiedzonam została przez jednego z niewielu fajnych Gruzinów tkibulskich, który nauczył mnie moich pierwszych gruzińskich przekleństw :D Nareszcie! A ja wracam do pichcenia, kargad ikhavi!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz