Wbrew pozorom, nie będzie powtórki z "życia seksualnego dzikich" mimo sporego zainteresowania czytelników tematem "jak tam sprawy stoją w Gruzji" (na co wskazują statystyki wejść na posty). Ze względu na to, że w ciągu wielu miesięcy spędzonych tutaj, z czego wiele godzin w podróży po innych częściach kraju, poznając masę ludzi o odmiennych korzeniach (fascynujące mieszanki!), nieustannie słyszałam sprzeczne nieraz opinie o rdzennych mieszkańcach pozostałych regionów, jak również anegdoty, żarty, dowcipy i prztyczki w nos. Postanowiłam więc zebrać te zasłyszane, kolorowe (lub podkolorowane, kto ich tam wie) dywagacje w tzw. kupę! Mnóstwo w tym siermiężnego generalizowania i stereotypizowania, co jest oczywiście z gruntu bardzo ludzkim zjawiskiem (vide: szufladkowanie jako potrzeba ludzkiego umysłu włożonego w kontekst współżycia społecznego), ale wszak jakże ciekawie jest zestawić ze sobą spojrzenia Gruzinów na siebie nawzajem. Trzeba pamiętać, że gros tych opowieści ma się nijak do rzeczywistości, ale mimo to są one uparcie przekazywane z pokolenia na pokolenie bez chęci poznania prawdy u źródeł (naród ów wymyka się współczesnym paradygmatom mobilności i niezależności przestrzennej o której pisał Zygmunt Bauman i zamknięty jest w swojej małej ojczyźnie lokalnej - na amen)
Gruzja zajmuje mikroskopijny skrawek ziemi, na którym pomieścić się muszą praktycznie odrębne mniejszości narodowe kojarzone tutaj niemal jako udzielne księstwa, spinane religią, językiem (choć i to nie zawsze) oraz wspólną walką z najeźdźcami w przeszłości dalszej i bliższej (stąd cytat z Góreckiego o długich kindżałach w tytule). Oglądnęłam właśnie po raz wtóry film "Najsamotniejsza z planet" w reżyserii Julii Loktev (nie wiem czy polecać, to nie jest film dla wszystkich i nie jest też na pewno specjalnym arcydziełem), gdzie za tło obyczajowe i przyrodnicze robi Kaukaz w wersji gruzińskiej. Jedna z przygód dwójki amerykańskich backpakersów (Gael Garcia Bernal) w ich tułaczce przez majestatyczne góry (i w zasadzie jedyna, bo czas dłuży się niemiłosiernie, a widz współodczuwa zmęczenie monotonią podróży niemal fizycznie), stanowiąca punkt kulminacyjny osi fabularnej, sprowokowana jest w owym obrazie przez czynniki stricte zewnętrzne, a zatem gruzińskie, zahaczające bezpośrednio o różnice obyczajowe i mentalnościowe pomiędzy poszczególnymi regionami administracyjnymi tegoż państwa. Sami Gruzini jakże często nie potrafią się ze sobą dogadać i to na skalę większą niż w innych krajach, które znam z autopsji. Zapewne wynika to też z ich nieokiełznanego temperamentu i swego rodzaju apodyktyczności. Poniższy skrót można potraktować jako przewodnik po wewnętrznych stereotypach Gruzji, idealny również jako "poglądowy wgląd" w gruzińskie animozje, nierzadko podszyte niegroźną uszczypliwością i żartem.
Trochę teorii. Gruzja podzielona jest z grubsza na 9 regionów administracyjnych z własną władzą lokalną (="udzielne księstwa"), 2 republiki autonomiczne (Adżaria i Abchazja - od wojny w 2008 roku uznawana za samodzielny byt państwowy przez Rosję i kilka innych krajów) oraz miasto wydzielone Tbilisi. Tak mówią mądre księgi internetu i prawa państwowego, a co mówi lud o sąsiednich regionach?:
1. Abchazja (ze stolicą w Suchumi): z tym regionem wszyscy Gruzini jak jeden mąż mają spory problem - dlatego nieco szerzej. Według Góreckiego, specjalistów-etnografów i politologów różnych szkół Abchazja etnicznie należy do Kaukazu Północnego, co stawia jej mieszkańców na równi niemal z Rosjanami. Newralgiczne usytuowanie przez wieki narażało ten mini-naród na wchłanianie bądź masową emigrację sąsiadów, z naciskiem na Gruzinów, a będąc jeszcze bardziej precyzyjną - Megrelów. Gruzini są podzieleni co do identyfikacji rdzenia etnicznego Abchazów - dla jednych są to wyrodni, zbuntowani Gruzini, dla innych - kompletnie odmienna etnicznie grupa, nieprzystająca do gruzińskiej, za czym przemawiają nawet same rysy twarzy przeciętnego Abchaza z krwi i kości (ale mimo to, wielu Gruzinów ma im za złe "bunt" i chce monolitu, odwołując się do tezy, że gdyby każdy mały nacjonalizm kaukaski "puścić samopas", ta część świata nigdy nie zaznałaby spokoju, pogrążając się w niemal bratobójczych wojnach). Najczęściej powtarzającą się opinią na ich temat jest to, że Abchazi są mało otwarci, bardziej wycofani i nie mają tak wybujałego temperamentu. Jednocześnie są gościnni (a przy tym nienachalni, spokojniejsi i łagodniejsi). Generalnie zapytani o Abchazję Gruzini smutnieją, potem mówią, że to piękna, ale odszczepieńcza i niebezpieczna kraina. Póki co, nie mogę nic na razie od siebie dodać, gdyż wyprawa do Abchazji, gdzie wysokie góry wpadają wprost do morza, dopiero w planach, aż nastroje się uspokoją (sytuacja napięta nawet w kierunku wojny domowej). Nie mniej jednak, myślę, że - oczywiście, jadąc tam trzeba zachować ostrożność, bo w razie wypadku/problemów, nie obejmuje nas żadne ubezpieczenie (podmiot nieuznawany w świetle prawa międzynarodowego), to dla obcokrajowców (bo dla Gruzinów granica jest bezwzględnie uszczelniona), Abchazja jest w miarę bezpiecznym regionem, chociaż dopiero budzącym się do życia i wciąż mocno zdewastowanym materialnie. Warto odwiedzić Abchazję dla jej subtropikalnych walorów przyrodniczych.
2. Adżaria (ze stolicą w Batumi): ach, jak ja lubię Batumi..ok, ale nie o moich preferencjach teraz ;)! Adżarowie w oczach reszty Gruzinów stanowią niegroźną ciekawostkę kulturową ze względu na ich muzłumańskie wyznanie, które na tle prawosławnej w zdecydowanej większości Gruzji jest swoistym kuriozum (ale już ujarzmionym i podporządkowanym). Adżarscy mężczyźni nawet jak gradusów na dworze 40, nigdy nie założą krótkich spodenek! :D Poza tym mieszka tu stale bądź okresowo bardzo wielu Rosjan i generalnie rosyjski jest językiem dominującym na ulicach.
3. Dolna Kartlia (ze stolicą w Rustavi): na temat tego południowego, półpustynnego regionu słyszałam niewiele, prawie nic. Mniemam jednak, że skoro Rustavi jest najgorętszym miastem Gruzji, ludzie muszą być bardzo ospali ^^
4. Guria (ze stolicą w Ozurgeti): mówi się o nich jako o zabawnych, roześmianych ludziach, pełnych polotu i fantazji, ze szczyptą szaleństwa. Ponoć Guryjczycy posługują się językiem gruzińskim tak zwinnie i szybko, że nawet sami Gruzini z pozostałych części kraju nie są w stanie wyłapać sensu wypowiedzi :D
5. Imeretia (ze stolicą w Kutaisi): mój region!! Bardzo przyzwoici ludzie, mieszkańcy Kutaisi charakteryzowani są jako ci z dużym wigorem i nieco montypythonowiskim poczuciu humoru. W Imeretii najlepiej gotują i robią najlepsze chaczapuri!
6. Kachetia (ze stolicą w Telawi): produkują najlepsze wina (i mają do tego cierpliwość), Również spotkałam się z opinią, że to ludzie "na poziomie", szlachetni i prawi, "twardzi" i z zasadami, wysoce moralni, z drugiej strony też - że leniwi, powolni i ociężali umysłowo (istnieją dowcipy na ich temat) ;) Prawdą jest, że nigdy nigdzie się nie śpieszą.
7. Racha (ze stolicą w Ambrolauri): porządni, robią najlepsze szaszłyki i niezłe wina, na podstawie własnych doświadczeń dodam - trochę ezoteryczni, wierzący "w moce natury", generalnie sympatyczni i godni zaufani.
8. Megrelia (ze stolicą w Zugdidi): notoryczni kłamcy, podrywacze, oszuści, pazerni wyzyskiwacze. Istnieje pogląd (oparty jakkolwiek na faktach), że ileś lat temu Megrelowie porywali najładniejsze dzieci i wywozili do Poti na sprzedaż (w co jestem skłonna uwierzyć). Porywczy, jeżdżą jak wariaci, często po pijaku. Nie znają umiarkowania w piciu. Nie można im zaufać. Poza tym mają swój język, niezrozumiały przez resztę społeczeństwa gruzińskiego, chociaż na co dzień posługują się gruzińskim.
9. Górna i Dolna Swanetia: górale, odcięci od świata, co też w naturalny sposób sprowokowało wyodrębnienie się własnej kultury i zupełnie innego języka (bez formy pisanej). Swanowie, mimo że powszechnie szanowani za hart ducha, wymagany przy tak trudnych warunkach naturalnych, są przedmiotem niezliczonej ilości żartów (że niby "nieokrzesani wieśniacy", coś jak nasz Wąchock być może). Kobiety są bardzo dostojne, religijne, silne psychicznie i mądre życiowo. Mężczyźni bez problemu odczytują znaki przyrody, czują z nią głęboką więź. Rdzenni mieszkańcy Swanetii ze względu na panujący przez wieki zwyczaj zemsty rodowej, rozwinęli w sobie potężną godność, prowadzącą do ścisłego zaznaczania swoich terytoriów. Kwestie moralne zawsze stały na pierwszym miejscu w hierarchii wartości i każdy przestępca musiał się liczyć z tym, że nawet jeśli jemu samemu uda się zbiec, sprawiedliwość zbierze krwawe żniwo wśród jego najbliższych. Słyszałam też opinie, że są mało lotni ;) Lud bardzo wojowniczy, świetnie władający bronią, dziarski, ale też uczynny i gościnny.
Niestety nie zasłyszałam nic godnego odnotowania o Kartlii Wewnętrznej (Gori), Samcche-Dżawachetii i Mccecie-Mtianetii. Jeśli się to zmieni - niezwłocznie wypełnię lukę ;)




Jestem pod wrażeniem. Świetny artykuł.
OdpowiedzUsuń