logo

logo
współpracuję z:

niedziela, 2 lutego 2014

Zabawy w reportera - grzebiąc z autochtonami w historii ich kraju...

W ramach naszego mini-projektu "25-lecie rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu" w górniczej miejscowości Tkibuli, liczącej ok. 12 tysięcy mieszkańców przeprowadziłyśmy akcję mającą na celu zdobycie informacji od poszczególnych osób, dające wespół możliwie jak najbardziej szeroki obraz wiedzy i świadomości o wydarzeniach roku 1989 - w Gruzji (9 kwietnia - masakra pod parlamentem w Tbilisi) i innych republikach radzieckich oraz stosunku do nich. W sumie przeprowadziłyśmy 3 dłuższe wywiady indywidualne wśród osób, które wiekowo wpisywały się w grupę targetową (osoby cieszące się autorytetem w mieście oraz adekwatną wiedzą i postawą obywatelską, które na przełomie lat 80-tych i 90-tych były studentami – a zatem stanowiły część najbardziej zaangażowanej w demontaż Związku Radzieckiego grupy społecznej). Kolejnym krokiem było zaproszenie do pomocy w realizacji projektu młodzieży, urodzonej już po badanym okresie. Na zajęciach z Youth Clubem przygotowujących do samodzielnego przeprowadzenia ulicznego sondażu społecznego, gdzie średnia wieku to 16-18 lat, postawiłyśmy pytanie czym jest wolność i z czym się kojarzy (odpowiedzi bardzo różne - od dość zatrważających "komputer i internet" przez tbiliski "Plac Wolności" (gruz. Tavisuplebis Moedani) aż po "being a single" - ok, to już nasze asocjacje :D). Pytanie o wolność stało się wobec tego słowem-kluczem inwokującym tematykę wydarzeń ’89. Przy okazji, czerpiąc z naszej wiedzy uniwersyteckiej i doświadczenia zawodowego, wyjaśniłyśmy specyfikę gatunku dziennikarskiego jakim jest wywiad. Całe kolejne zajęcia poświęcone zostały realizacji zadania w terenie, dzięki czemu udało się zebrać reprezentatywny materiał reporterski (8 mini-wywiadów "ulicznych" oscylujących wokół podstawowych pytań).



Background historyczny: Gruzini byli tym narodem kaukaskim, który jako pierwszy wysunął hasła emancypacyjne. Kraj ten, podobnie jak inne republiki, formalnie odzyskał niepodległość wraz z rozwiązaniem ZSRR w grudniu 1991, ale to, na co szczególnie należy zwrócić uwagę to wydarzenia wcześniejsze – droga do niepodległości przypadająca na lata aktywności Zwiada Gamsachurdii, prywatnie syna największego pisarza gruzińskiego - Konstantina (Okrągły Stół-Wolna Gruzja) i działalność dysydencka, której owocem była demonstracja kwietniowa w 1989 roku w Tbilisi. Władze komunistyczne Gruzji starały się pacyfikować wzburzone nastroje społeczne, jednak dopóki wystąpienia obejmowały środowiska akademickie i inteligenckie stosowano wyłącznie łagodne środki pokojowe. W kwietniu 1989 r. Aleja Rustawelego (główna arteria Tbilisi) stała się miejscem masowych demonstracji pod hasłami przywrócenia niepodległości (pojawiło się też wiele haseł w języku angielskim - symbol zwrotu ku Zachodowi). Wkrótce do studentów zaczęli przyłączać się przedstawiciele innych grup społecznych, co ostatecznie sprowokowało centralę w Moskwie. W nocy z 9 na 10 kwietnia 1989 na pokojową demonstrację uderzyły oddziały dowodzone przez gen. Rodionowa. W starciach zginęło, najczęściej  przez uduszenie gazami, prawdopodobnie 19 osób, w większości – młode kobiety.

Wywiad nr 1 przeprowadzony z nauczycielką gruzińskiego, filologiem rosyjskim, która w roku ’89 przebywała we Władykaukazie, gdzie przygotowywała swoją  pracę dyplomową. Jej sytuacja była trudna, miała małe dziecko w dzielonym mieszkaniu i obronę dyplomu na głowie. Pamięta wydarzenia, które z jej punktu widzenia były posunięciem pochopnym, nierozsądnym i nieprzemyślanym. Polała się (przysłowiowa co prawda w tym przypadku) krew. Uważa, że w czasach sowieckich Gruzinom żyło się z reguły dobrze, każdy miał pracę, albo pracował w Moskwie, co nie było wówczas problemem (bo najważniejsze, że praca w ogóle była i przynosiła dochody), ludzi było stać na domy, mieszkania i życie na przyzwoitym poziomie, język gruziński obok rosyjskiego miał swój zagwarantowany suwerenny i nietykalny status. Według Manany, państwo najpierw musi osiągnąć dojrzałość ekonomiczną i być skonsolidowane etnicznie, jeśli chce być podmiotem niezależnym. Gruzja nie była wówczas jeszcze na to gotowa, o czym świadczy katastrofa gospodarki i pogrążenie się w wojnach wewnętrznych w latach 90. Manana wiedziała również o Polsce i Solidarności, był dostęp do transmisji telewizyjnych, miała świadomość dużej zmiany dziejowej, ale ze względu na sytuację osobistą była bardziej skoncentrowana na własnym życiu. Odniosłyśmy wrażenie lekkiej nostalgii za czasami komunistycznymi...



Wywiad nr 2 z mężczyzną, który swego czasu pracował w telewizji gruzińskiej pod "skrzydłami" ekipy Bidziny Iwaniszwiliego. W roku ’89 miał 22 lata, studiował w Kutaisi, informacje o tym, co dzieje się  w stolicy, roznosiły się szybko, bo Gruzja to przecież mały kraj, więc każdy znał kogoś, kto znajdował się bezpośrednio w epicentrum wydarzeń (jeżeli chodzi o to co się działo w Polsce czy w innych republikach, Gruzinów to raczej nie interesowało, bo było „daleko” i nie czuli jednoczącej więzi sprawy, zajmowali się sobą). Podobnie jak Manana, uważa, że demonstracja kwietniowa w Tbilisi była efektem kuli śnieżnej, rozdmuchanych nastrojów anarchistycznych i tzw. „magii tłumu”, zmiany powinny były zajść pokojowo, ale Gruzini nie znają sztuki negocjacji, są zbyt wybuchowi. Ponadto kompletnie nie byli gotowi na wolność, „głupieli” przez nadmiar wolności, byli nią przytłoczeni, co unaoczniło się w latach 90. Valery użył ciekawej figury retorycznej – wolność była w te dni na siłę wyciskana przez oszalały tłum jak pasta z tubki pasty do zębów – nie możesz jej wepchnąć z powrotem, jest już za późno, stąd pewne zmiany, które zaszły tak błyskawicznie były nie do cofnięcia. Darmowa edukacja, darmowa służba zdrowia, dbałość o miasta (teraz wszędzie ruiny, nawet w Tbilisi, tzw. architektura podwórkowa, poza oczami co mniej ciekawskich turystów), masowość miejsc pracy (celowo tworzone miejsca pracy po to tylko, aby ludzie mieli pracę i mogli zarabiać pieniądze, nawet jeśli owa praca była błaha i w istocie rzeczy zbędna) – wszystko to, wg niego zostało zaprzepaszczone, a początek lat 90. to był chuligański koszmar. Większość ludzi pod koniec lat 80., nie zdawała sobie w ogóle sprawy z tego, co się dzieje, bezmyślnie zlewała się z tłumem protestujących i ta ignorancja była ich zgubą, której później żałowali.

Wywiad nr 3 z szefową organizacji pozarządowej. Keti jak pozostała dwójka, pod koniec lat 80. również była studentką, kończyła uniwersytet, generalnie miała świadomość rangi wydarzeń, które działy się na jej oczach (transmisje w TV), ale nie przywiązywała do tego wagi, była raczej indyferentna ideowo i nie zajmowała się polityką. Stwierdziła, że „na mieście” raczej też nikt nic nie będzie miał na ten temat do powiedzenia (ale na szczęście się myliła).

Sondaż społeczny: pytania zadawaliśmy w języku gruzińskim, nagrania z użyciem dyktafonu lub kamery. Pojawiały się osoby wśród ankietowanych, które wiedziały co się działo w tych  decydujących miesiącach roku ’89 w Tbilisi, ale zdecydowanie odmówiły komentarza, a tym bardziej wystąpienia przed „kamerą”, mimo zapewnień, że nie „pójdzie to w świat”. Ludzie wiedzieli, że na Rustaveli padły ofiary, że wojsko radzieckie brutalnie rozprawiło się z demonstrantami, i uważają zgodnie, że był to czarny punkt na mapie historii Gruzji. Nic więcej do dodania. Młodsi, którzy byli wówczas małymi dziećmi lub których w ogóle nie było jeszcze na świecie, zazwyczaj (ale z ratującymi honor społeczności wyjątkami) nie mają pojęcia co szczególnego miało miejsce 9 kwietnia 1989 roku, nie wspominając nawet o Polsce i Okrągłym Stole. Nauka historii w szkołach pozostawia wiele do życzenia, czy też może to zjawisko bez "płci" narodowej, bo dotyczy bardziej pokolenia niż konkretnego narodu i jego systemu szkolnego? Otwarte pytanie. 

                                             Ofiary wydarzeń kwietniowych w Tbilisi:

Komentarz odautorski: Gruzini są porywczym narodem, pełnym temperamentu, dumy i o niezwykle silnej tożsamości narodowej. „Robiąc swoje”, tj. podejmując bezprecedensową walkę o niepodległość pod koniec lat 80. (głównie brać akademicka, studenci, ludzie wykształceni), z pewnością nie oglądali się na inne narody, nie widać tu inspirującego pierwiastka ruchu Solidarność. To, co działo się w Polsce kiełkowało być może w wąskiej świadomości uczonej, akademickiej warstwy społeczeństwa, ale ruch miał dużo szersze podłoże społeczne. Nie mniej jednak, przytłaczająca większość społeczeństwa gruzińskiego ignorowała wydarzenia i nie wnikała w politykę. Starała się być na bieżąco z informacjami, czytać prasę, oglądać relacje z Rustaveli, ale bez wnikania w szczegóły, bez dywagacji historiozoficznych, a tym bardziej bez jakiegokolwiek własnego angażowania się w działalność dysydencką i „wywrotową”.

Niestety głodne lata miały dopiero nadejść...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz