logo

logo
współpracuję z:

niedziela, 9 lutego 2014

Wieści z parafii

Dużo dni polskich ostatnio tu u nas było, dzięki czemu nagromadziłam trochę jadalnych i niejadalnych, lecz stanowiących strawę dla ducha prezentów. Zapowiada się dalsze podkręcanie polskości w gruzińskości, bowiem już za tydzień zatrzymują się w naszym mieszkanku, w którym urządzamy autorski projekt pt. "domaluj coś od siebie na lodówce" (przybornik farb i pędzelków już jest a i lodówka czeka, naga), przewodnicy górscy z naszych jaśnie polskich gór, którzy ruszą następnie podbijać Kaukaz. Ku uczczeniu tej wizyty wymyśliłam, że zapodam leguminę z chleba razowego, którego tu nie ma. Czyli znów trzeba będzie ruszyć kulinarną wyobraźnią!


Dobra wiadomość jest taka, że dzięki uprzejmości św. Mikołaja (który się co prawda spóźnił, ale ok, w Gruzji jest to do wybaczenia) mamy zapas sera żółtego oraz maku ^^ Zła wiadomość - niebawem się skończy. 

Prezent za szczególnie dobre zachowanie od "świętego", który absolutnie podbił moje serce swoją ultra-przydatnością (chociaż wolałabym nie musieć nigdy z niego korzystać) - niezawodny w sytuacjach 1:1 z gruzińskim "adonisem" - gaz pieprzowy "Anty-creeper". Produkcja polska :D:

                                                            Mówimy NIE creeperom:

Książka podarunkowa, którą bardzo chciałam przeczytać już, teraz, natychmiast. I oto jest (za sprawą Jarka, dziękuję!). Dla wtajemniczonych choć nie do końca - tak, Grażyna Jagielska to żona "tego" Jagielskiego "od wojen" (co prawda okładka zrobiła książce źle, ale nie ocenia się książek po okładce, tak babcie mówiła). Lubię dostawać książki z Polski:

                                           

Z życia mojej organizacji. Zaczynamy projekt Before I Die... Wall in Georgia (სანამ მე მოვკვდები...)! Ceremonia otwarcia zaplanowana jest na 9 marca, w moje urodziny, a potem tablica ruszy dalej po kraju wścibsko zaglądając Gruzinom w ich dusze!!! Zapraszam na naszą oficjalną stronę na fb: https://www.facebook.com/pages/Before-I-Die-Wall-Georgia-CountryTestowo wyglądało to tak:




A będzie wyglądać mniej więcej tak (tablica dwustronna, którą udało się w końcu zdobyć, daje nam możliwość zrobienia wersji gruzińsko- i angielskojęzycznej):


Zawsze można też wyrazić marzenie rysunkiem. "Before I die I want to be real" ("Zanim umrę, chcę być prawdziwy") ;): 
                                 

Moja ulubiona, gruszkowa lemoniada, którą piję tutaj litrami - poznajcie się. A to dopiero zima jest. Latem litry zamienią się pewnie w hektolitry. Czekam z niecierpliwością aż się Gruzja zazieleni obficie (chociaż za upałami nie tęsknię) i wreszcie wyruszę na pełnowartościowe zwiedzanie kraju, bo mało mi bardzo, 4 miesiące tutaj a tak mało widziałam! Aktualnym moim marzeniem trekkingowym (chociaż może bardziej w kategorii spa niż trekking) jest Abchazja, parapaństwo (bo w świetle prawa międzynarodowego będące integralną częścią Gruzji), przepięknie położone nad morzem Czarnym - kierując się na północny-zachód od Gruzji, nieuznawane przez większość państw świata oprócz Rosji, Nikaragui, Wenezueli i paru innych krajów. Do intensywniejszego ruchu myśli o Abchazji natchnęła mnie zwłaszcza lektura pasjonującej książki Wojciecha Góreckiego pod tym samym tytułem co nazwa lazurowej krainy (trzecia część tryptyku kaukaskiego po "Planecie Kaukaz" oraz "Toaście za przodków") jak również przypadkowy seans przypadkowo znalezionego gdzieś kiedyś w przegródce "kino offowe" filmu "Mandarynki" (te owoce są masowo uprawiane w Abchazji) o wojnie gruzińsko-abchaskiej z lat 1992-1993 - produkcja z udziałem Estonii, gorąco polecam!. Before I Die I want to visit Abkhazia. 

                                                                    Abchazja!!:



I moje najbliższe okolice - pocztówka z wybiegania (tak! wciąż udaje mi się tutaj, mimo chwil zwątpienia i zdecydowanie słabszej kondycji, "jako tako" realizować sportowo!). Zdjęcie z treningu biegowego (10 km OWB1, wylotówka  z Tkibuli do Kutaisi). Odnoga zmrożonego, sztucznego jeziora Tkibuli Reservoir, które w tej postaci nabrało pięknego, lazurowego odcienia. Ale z łyżwami chyba bym nie ryzykowała ;):


A tak się kiedyś biegało (lata świetności sportowej) ;) Bieg "W Pogoni za Bobrem" w ramach Maratonu Wigry 2013 (z prawej ja):




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz