Wczoraj obrzydliwe słodki dzień zakochanych. Wracając z biura grubo po 21.00... (piątek wieczorem, walentynki - nie można bardziej dobitnie pokazać, że ma się to "święto" głęboko gdzieś, inaczej byłabym teraz w Tbilisi, a dokładnie rzecz ujmując - w konkretnym łóżku, w konkretnym domu, w dzielnicy Vake), no więc wracając z pracy, obok jedynej samotnej imprezowni na mieście "Old Tkibuli" co się zowie, roiło się od młodzieży. Już z daleka słychać było mocniejsze brzmienia i wrzawę. Mówię więc do Oli: "chodź, obczaimy se chłopaków" :D. Tak jak przypuszczałam, im bliżej źródła dźwięków, im bliżej tego wypasionego, hipterskiego klubu na końcu świata przy którym Plac Zbawiciela to śmiech na sali, tym więcej mieszanego płciowo przytulania i upijania. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Gruzja jest najbardziej dwulicowym i schizofrenicznym krajem, jaki dany mi było poznać empirycznie. Twarz publiczna i twarz prywatna. Wersja "ja" eksportowego i "ja" intymnego. Prawie jak w socrealu, tyle że pobudki drastycznie inne. A tę, niepewną ręką rysowaną linię - granicę zachowań maski eksportowanej w lud, wyznacza strach przed ostracyzmem społecznym i utratą szacunku...Mimo to, jak widać, kwiat młodzieży gruzińskiej ma to równie gdzieś jak ja Walentynki.
Ale ja znowu - nie o tym chciałam. Efekt końcowy pieczenia sobotniego, rannego, w blasku słońca przedzierającego się zza firanek, akurat trochę z Walentynkami koresponduje. Kształt przynajmniej. I serce włożone w przygotowanie. Ponownie rzecz się tyczy chleba, bo wino i chleb to prawie jak projekt mojego osobistego herbu i kiedy umrę, chcę żeby ludzie pili na moim grobie dobre wino i jedli świeży, pulchny chleb. A czasem też dobrze mnie wspominali ;) Dzisiaj święto razowego (dostałam w prezencie od Tbilisi). Leciutki spoiler:
Zjeżdżają do nas wkrótce goście z ojczyzny. To z tej właśnie okazji sięgnęłam po tradycyjny przepis z przedwojennej kuchni polskiej (zatem najpierw chinkali, a potem deser po staropolsku) i zrobiłam leguminę z chleba razowego. Pierwszy raz. Mogłam co prawda zrobić jej więcej, jak się okazało, ale bałam się, że zmarnotrawię i postąpiłam, jak to ja, zachowawczo. W każdym razie jest to na tyle łatwy przepis, że pewnie jeszcze kiedyś w ciut bardziej hurtowej wersji się za to wezmę. Moja świta warszawska, aby wprowadzić nieco klimatu retro w najlepszym wydaniu:
Najbardziej żmudną i niszczącą delikatne dłonie bladolicej, przedwojennej damy procedurą jest starcie na drobno wysuszonego chleba razowego. W latach 20-30-tych takie panie miały zapewne swoją kuchenną załogę. Nie byłam gorsza i też najęłam sobie Olę i Tomka, którzy zapędzeni w kozi róg kuchni drugą połowę dawki dla mnie ładnie potarli ;) Składniki przygotowane. Let's do it!
LEGUMINA Z CHLEBA RAZOWEGO (około 7-8 porcji):
SKŁADNIKI:
- wysuszony, zmielony i przesiany przez sito chleb razowy 1 szklanka
- słodka śmietana 18% pół szklanki (ja nie miałam, więc kwaśną rozrobiłam z cukrem)
- masło 1 kopiasta łyżka
- kieliszek aromatycznego rumu (ja wymieszałam likier czekoladowy z wódką;)
- cynamon 0,5 łyżeczki
- goździki 0,5 łyżeczki
- imbir 0,5 łyżeczki
- 4 jajka
- tłuszcz do wysmarowania formy
- garść rodzynek
- ulubione konfitury, dżem, bita śmietana a w Gruzji i innych krajach byłego bloku sowieckiego - tzw. warenje (czyli w zasadzie konfitury jak nasze, ale znacznie słodsze i często z całymi owocami)
PRZYGOTOWANIE:
Wysuszony chleb razowy zetrzeć na tarce, przesiać przez sito i połączyć z rumem (tudzież innym trunkiem) oraz słodką śmietaną. Dodać rodzynki. Odstawić na parę minut. Masło rozpuścić w rondelku i pozostawić do
ostygnięcia. Oddzielić białka od żółtek. Żółtka wraz z cukrem utrzeć na gęsty kogel-mogel, dodać chleb, przyprawy i płynne, chłodne, sklarowane masło. Całość dokładnie utrzeć. Do masy dodać ubitą pianę,
wymieszać delikatnie drewnianą łyżką i wyłożyć na przygotowaną formę (formę przedtem natrzeć tłuszczem i posypać resztą chleba pozostałą z "odsiewu" ;) Wstawić do nagrzanego, ale nie gorącego piekarnika, zapiekać ok. 30 minut w 140-150 stopniach. Podawać z uśmiechem, na gorąco, z bitą śmietaną, słodką śmietanką bądź ulubionymi konfiturami. Ale najlepiej ZE WSZYSTKIM NARAZ! Szczęścia nigdy za wiele ;)))
SŁODKIEJ SOBOTY! :P

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz