logo

logo
współpracuję z:

piątek, 24 stycznia 2014

Podkarpackie proziaczki z czarnomorskim akcentem

Uwielbiam proziaki. Smak mojego dzieciństwa. Babcia robiła je w specjalnym piecu, równie ciekawym jak te służące do wypiekania gruzińskiego chleba w kształcie łódki. Jeszcze ciepłe, jeszcze chrupiące świeżością...Swoją nazwę zawdzięczają dodawanej do ciasta prozie (soda oczyszczona). Dziś po zajęciach z młodzieżą, na których to zmierzyliśmy się z tematem poważnym, bo z wydarzeniami roku 1989 w Europie i Gruzji, i spodziewając się nazajutrz gości z megrelskiego Zugdidi, rzuciłam na stoło-stolnicę kilka ledwie składników, które tworzą te proste w przygotowaniu i naturalne w smaku "bułeczki", zagniotłam szybko ciasto (doznania ekstatyczne jak zawsze, powoli uświadamiam sobie, że powinnam się zgłosić na spotkania anonimowych ciasto-ugniataczy), nagrzałam patelnie, sztuk dwie i "posadziłam" jak na piecowej, babcinej blasze. 

"Zmienną" procedury było zastosowanie zamiast kefiru, jak to zawsze czynię (lub ostatecznie maślanki, ale kefir wypada korzystniej smakowo), gruzińskiego produktu mleczarskiego, którym jest maconi (coś pomiędzy słodko-słonym jogurtem naturalnym a kefirem, ale bardziej zbite w konsystencji, w rodzaju delikatnego mleczka). Często łączę go w swojej gruzińskiej kuchni z ziemniakami i zieleniną, czyli zupełnie podobne zastosowanie jak kefir znany mi w Polsce. I zaprawdę powiadam - nie wiem, czy to zasługa dobrej mąki, sypnięcia aromatycznego, mielonego kminku, czy właśnie użycie maconi, ale proziaki wyszły mi dzisiaj wybornie. Smak lekko słonych paluszków, cudownie chrupiąca skórka, mięciutkie w środku. Oczywiście najlepsze są prosto z patelni (albo jak Pan Bóg przykazał - z pieca), ze świeżymi przyprawami (oregano, bazylia, pieprz), oliwą z oliwek do maczania lub naszym nowym odkryciem - myślę, że w Polsce do znalezienia - warty każdego grzechu majonez oliwkowy, wspaniały!! Nigdy nie byłam fanką majonezu, ale ze względu na brak sosu czosnkowego w tutejszych sklepach i brak czasu na przyrządzenie własnego, sięgnęłam po tę potwornie tłustą, piekielnie dobrą jak jasna cholera rzecz. A komponuje się z proziakami jakby się znali od lat! Jedne z polskich Karpat, drugie z Zakaukazia :D. I taki duet! Dobrze, że nie szukam męża ^^, nie muszę się odchudzać i pilnować diety, mam rok odpustowy, ale po powrocie do Warszawy niezwłocznie ponownie kieruję się na właściwe tory - stosowna dieta, mocne treningi, core stability, siłownia, basen, nie ma bata! ;)

PRZEPIS
Składniki:
  • 1 kg mąki pszennej (może być pełnoziarnista, ale z całym szacunkiem dla retoryki zdrowia - pszenna  w tym przypadku lepsza!!)
  • 1 łyżka sody oczyszczonej
  • 1 łyżka soli
  • 1/2 łyżki cukru (kryształ)
  • kefir, maślanka, jogurt naturalny lub - gruzińskie maconi ^^
  • zmielony kminek - ilość wedle uznania
Przygotowanie:
Wsypujemy/wlewamy składniki na stolnicę, ugniatamy ciasto, dodajemy kminku, można trochę podlać wodą. Ciasto wyrabiamy aż będzie gładkie i miękkie jak pupcia niemowlaka. Rozgrzewamy patelnię, potem zmniejszamy ogień na minimalny. Z kuli sprężystego ciasta odrywamy małe kawałki i formujemy dość płaskie placki. Stawiamy na SUCHEJ, gorącej patelni. I tak z każdym kawałkiem. Placki trzymamy dobrych 20-30 minut, może dłużej, doglądamy cały czas, aby się nie przypaliły, przewracamy, "opalamy" też boczki. Jeść CIEPŁE!

Świetnie komponują się z winem. W zasadzie mało co się dobrze z winem nie komponuje. Truizm ;)

Moje proziaki, rękoma prawowitej Podkarpacianki zrobione, w towarzystwie maconi:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz