Pani ze sklepu "na dole", ratunek dla nieoczekiwanych braków w lodówce:
Pani ze sklepu obok, tu w trakcie porannej sjesty:
Moja ukochana pani z "warzywniaka", pomidory - tak!! kolendra - nieee, ta pani o tym dobrze wie!:
Pani z kosmetycznego, dzięki której nawet w Tkibuli nie przestałam udawać, że jestem ładna ;):
I jej kumpela:
Jako że biegam po mieście gdzie "kamień na kamńu", pył, rozwalone chodniki etc, nie oszczędzając ani swoich nóg ani tego co na nich, ta przemiła pani przywracała mym zdezelowanym butom dawny czar i blask, aby jeszcze móc w nich troche poskakać, przedstawiam panią szewcową!:
Panie (kargi gogoebi!) z piekarni, codziennie z rana ciepłe szotis puri (gruz-chleb) w kombinacji z pomidorami od pani wyżej to dobry początek dnia, z drugiej strony te miłe buzie są współwinne mojego "chaczapuri pregnancy" :D
Pani obcałowująca jak babcia ;)):
Pani "od przypraw" tak mocnych, że palą, tylko dla twardzieli, targ Tkibuli:
Pani "od gruzińskiego sera", zawsze "umarilo" (gruz. niesłony):
Pani, która po prostu jest na targu, jak przyklejona, promienna i wszystkich obdarzająca uśmiechem:
Przekochane, zawsze uśmiechnięte panie z baru z najlepszymi chinkali (gruzińskie pierogi):
Majeczka, specjalistka "na russkom jazykie", ze sklepu "na dole" pod pracą, która zdecydowała, że nie powinnam jechać po Gruzji do Portugalii, tylko wracać czym prędzej do ojczyzny zakładać rodzinę :D:
Pani, która zajmowała się moimi włosami, aż do momentu, gdy w Kutaisi sp...sprawe dokumentnie, ale cóż - przeżułam to jak pszczołę :D:
Kolejna piękna Pani "od kosmetyków":
Policmajstrzyni!! I jak tu sie nie czuć bezpiecznym pod czujnym okiem tych niebieskich oczu? ^^:
Pani od "szybkiego i niezdrowego żarcia", tkibulski McDonalds:
Najmądrzejsze siostry w miasteczku, chociaż ciut postrzelone, z gracją mówią po polsku "spadaj na drzewo prostować banany" ;):
Szefowa TDDF - Keti, niewyczerpany wulkan energii:
Moja urocza "Hot girl", a prywatnie pani psycholog:
Nasza princessa żurnalissa z lokalnej TV Okriba:
I na deser, najbliższa mi kobieta, która towarzyszyła mi przez ten rok - moja nauczycielka języka gruzińskiego i rosyjskiego - Manana, charakterna, silna psychicznie, mądra i ciepła, przeczytała "Lalkę" Bolesława Prusa, gdy się okazało, że książka w tłumaczeniu na gruziński krąży po mieście:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz