Stało się. Nie ma
odwrotu, gdyż zarówno Ola jak i ja, charakteryzujemy się determinacją,
konsekwencją i....skłonnością do wpakowywania się w kłopoty. Ale bez obaw,
zaraz wyjaśnię w czym rzecz ;) Kiedy przyjeżdżasz do obcego kraju wykonać ściśle określoną robotę, wiadomym jest, że aby zyskać przychylność lokalnej społeczności
dla własnych projektów, planów i pomysłów (zaczynasz sobie bardzo szybko zdawać sprawę z tego, że nader ambitnych), co do których żywisz wielkie nadzieje, dobrze
jest się z nimi (mieszkańcami) zaprzyjaźnić, zdobyć ich zwykłą, ludzką sympatię
i aprobatę. A jak to zrobić? Oczywiście, ucząc się ich języka i starając się
chociaż trochę porozumiewać na co dzień "po inszemu"! Jasne, że we
Francji czy w Niemczech znajomość języka, ze względu na popularność ich
występowania w europejskich programach szkolnych, prawdopodobnie na nikim nie będzie robić
specjalnego wrażenia, ale w kraju kilkumilionowym (co automatycznie czyni jego
język niszowym), posługującym się archaicznym (kilka wersji od czasu powstania w okolicach V wieku), unikalnym i bezapelacyjnie
pięknym alfabetem, o niezwykle ciężkiej dla Słowian, ostro-charczącej (po prostu fucked up) pronuncjacji, wypowiedzenie nawet kilku prostych zdań jest w stanie rozbroić
serca autochtonów. Natychmiast i na długo!
Zanim przyjechałam
do Gruzji, uczyłam się języka fonetycznie, trochę po omacku, wyłuskując co ważniejsze zasady gramatyczne. Wykułam też, mówiąc brzydko, na pamięć (nie znając jeszcze nawet
alfabetu) parę mniej lub bardziej przydatnych zwrotów, chociażby (podaję
fonetycznie): "Didebulia qartuli samzareulo" (Gruzińska kuchnia jest
wspaniała), po które sięgam w trakcie supr i wszelkich
około-kuchennych inicjatyw, czy robiące absolutną furorę absolutnie wszędzie i
z miejsca wydobywające poczucie humoru oraz masę pytań od naszych rozmówców: "Me dżer gatchovebas ar vapireb"
(Nie zamierzam na razie wychodzić za mąż). Salwa śmiechu gwarantowana! ;) Jest
to jedyne zdanie po gruzińsku, które dzięki dziesiątkom powtórzeń, potrafię
wypowiedzieć bardzo szybko i bez zająknięcia.
Do rzeczy. Język
gruziński jest najtrudniejszym językiem obcym jaki było mi dane przyswajać w
całym moim życiu. Nauka idzie wolno, ale po miesiącu regularnych ćwiczeń pod
okiem naszej niezastąpionej nauczycielki - Manany (zajęcia 3 razy w tygodniu po
1,5 godziny), mogę uczciwie stwierdzić (mimo wciąż występujących momentów
bezsilności), że jakieś (z emfazą na "jakieś") efekty są!
Mowa jest wielkim
skarbem narodowym Gruzinów, ale znając jej stopień trudności, nie traktują jej
ze śmiertelnie poważnym puryzmem i kaleczenie jest przyjmowane z dobrotliwą
pobłażliwością. "Fajnie, że w ogóle próbujesz!” ;). Gramatyka jest poplątana i skomplikowana (ale logiczna!), a brak podziału na rodzaj męski i żeński nie stanowi przy
tym przesadnie dużego uproszczenia. Bardziej juz jestem wdzięczna konstruktorom
i architektom języka gruzińskiego za łatwą ortografię - pojedyńczy znak zawsze
odpowiada jednej głosce (nie to co we francuskim na ten przykład!). Z drugiej
strony jest to język bardzo spółgłoskowy, mocno "ściśnięty",
zazwyczaj mało jest tzw. "powietrza" w słowach ewokowanego głównie
przez samogłoski. Ponadto, istnieje kilka rodzajów, różniących się brzmieniowo i stopniem naładowania miękkością/twardością (ponoć, gdyż trudno jest Polakom wychwycić owe różnice ze słuchu i przekuć w odpowiednią wymowę) liter typu:
"t", "p", "c", "k". Nie ma podziału na
małe i duże litery, nawet w przypadku nazw własnych, jedynie niektóre literki
pisane są nad, a inne pod linią. Odmiana czasownika to ucieleśnienie
lingwistycznego piekła i dlatego czasem sprawia trudność nawet samym, co mniej
lotnym, Gruzinom :D Serio!
Nie mniej jednak
teraz, gdy poznajemy jakieś nowe słowo lub odmianę któregoś czasownika (np.
paznokieć: prczchili), nie umieramy ze śmiechu i niedowierzania jednocześnie,
bo słowo prawie wyłącznie spółgłoskowe nie robi już na nas takiego wrażenia jak
na początku. Pewnie, widać, kwestia przyzwyczajenia. Uswoiliśmy nasze wyzwanie,
które wcześniej wydawało się niemal górą lodową! No i kujemy to żelazo póki
gorące, bo nauka języka, który prawdpodobnie nigdy nam się specjalnie nie
przyda (w życiu zawodowym po wolontariacie), dostarcza nam po prostu czystej
przyjemności pt. "sztuka dla sztuki", a jego próby wdrażania w
codziennym życiu jest o tyle satysfakcjonujące, co spełniające funkcję
zbliżania się "krok po kroku" do naszej, tkibulskiej
mini-społeczności. ;)
Na koniec - powiadam Wam, uczenie się trudnego języka za pośrednictwem innego języka obcego (w naszym przypadku - rosyjskiego) jest hardcorowe, a jeszcze bardziej hardcorowe jest nauczanie języka angielskiego na poziomie początkującym za pomocą rosyjskiego i gruzińskiego (tak tak!!), co powoduje trwałe i nieodwracalne ubytki w mojej cienkiej tkance cierpliwości...Zdarza mi się na etapie w którym jestem obecnie, budować zdania złożone ze słów w języku angielskim, rosyjskim, gruzińskim i polskim :D
Na koniec - powiadam Wam, uczenie się trudnego języka za pośrednictwem innego języka obcego (w naszym przypadku - rosyjskiego) jest hardcorowe, a jeszcze bardziej hardcorowe jest nauczanie języka angielskiego na poziomie początkującym za pomocą rosyjskiego i gruzińskiego (tak tak!!), co powoduje trwałe i nieodwracalne ubytki w mojej cienkiej tkance cierpliwości...Zdarza mi się na etapie w którym jestem obecnie, budować zdania złożone ze słów w języku angielskim, rosyjskim, gruzińskim i polskim :D
Nasze top-10
ulubionych słów i zdań w języku gruzińskim (fonetycznie):
·
szikriki (goniec)
·
pacacina (malutki, brzmi jak po włosku!)
·
cicibura (kasza gryczana)
·
prczchilebiis laqi (lakier do paznokci)
·
saavadmkhopo (szpital)
·
loti (pijak, tu - inne względy, praktyczne :D)
·
deda (mama)
·
mama (tato)
·
zghva (morze)
· i absolutne hity (polecamy próbę wypowiedzenia):
czven gvkhavs (my mamy); czven vcchovrobt Tkhibulszi (mieszkamy w Tkibuli).
czven gvkhavs (my mamy); czven vcchovrobt Tkhibulszi (mieszkamy w Tkibuli).
Prosto z
gruzińskiej głuszy, w której sypie, że hej (nas zasypie, umrzemy z głodu :/) pozdrawiają Sylwia i Ola! ;)
ps. wszyscy twierdzą, że i tak wyuczymy się po prostu imeretyńskiego dialektu niż prawdziwego, literackiego języka gruzińskiego (jeśli w ogóle), czyli że w Tbilisi będą się z nas śmiać z politowaniem, no trudno..;) Rednecks w wersji gruzińskiej!
ps.2 wiadomość z ostatniej chwili: jest szansa że spędzimy prawosławny Nowy Rok (gruz. achali clis ghame) w Batumi pod niebem bogato upstrzonym fajerwerkami! (Gruzini darzą je wielką miłością, temat socjologiczny do rozgryzienia ;) AŻ CHCE SIĘ ZAŚPIEWAĆ:
https://www.youtube.com/watch?v=FmtuNjYV3c4
ps.2 wiadomość z ostatniej chwili: jest szansa że spędzimy prawosławny Nowy Rok (gruz. achali clis ghame) w Batumi pod niebem bogato upstrzonym fajerwerkami! (Gruzini darzą je wielką miłością, temat socjologiczny do rozgryzienia ;) AŻ CHCE SIĘ ZAŚPIEWAĆ:
https://www.youtube.com/watch?v=FmtuNjYV3c4
Poniżej próbka mojego pisma:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz