-smak świeżego, gorącego mleka prosto od krowy, pitego w wyszczerbionej filiżance na ganku w Mestii, z hipnotyzującym widokiem na Wysoki Kaukaz, i zabawy na prowizorycznej huśtawce z kilkuletnią córeczką guest-mamy
-ciepło wydobywające się z kominka u naszych przyjaciół w Raczy, rozmowy nad iskrzącym ogniem do rana i grzanie rąk w mroźny, gruziński Nowy Rok, wcinanie adżapsandału po trudach drogi w zamieci śnieżnej
-relaks na jesiennym balkonie w Ambrolauri, w otoczeniu wiszących koszy wypełnionych orzechami włoskimi i innymi smakowitościami
-spontaniczne rzucenie się w metrowy śnieg w górach i wykonanie rytualnych orłów w tymże
-nieco niepokojący wyraz oczu delfinów i bezpośredni kontakt z ich skórą - jak idealnie napompowana, idealnie śliska piłka
-cisza absolutna, ten rodzaj ciszy, gdy wreszcie słyszysz jedynie swoje myśli, mięśnie wyrzucają napięcie, a oddech uspokaja się...w David Garedży
-jeden mega upalny, bezwietrznie kisielowaty wieczór w naszym mieszkaniu w Tkibuli w towarzystwie gości z Francji i Łotwy, kiedy nie pomagało siadanie gołym tyłkiem na zimnej posadzce w kuchni, ani usilna próba wywołania przeciągu, dopiero chwycenie za domowy "kilof", wyrąbanie wielkich brył lodu z naszego żyjącego swoim życiem (polarnym) zamrażalnika i wrzucenie go do miednicy celem gremialnego zanużenia weń stóp - dało odrobinę ulgi!
-jeden mega upalny, bezwietrznie kisielowaty wieczór w naszym mieszkaniu w Tkibuli w towarzystwie gości z Francji i Łotwy, kiedy nie pomagało siadanie gołym tyłkiem na zimnej posadzce w kuchni, ani usilna próba wywołania przeciągu, dopiero chwycenie za domowy "kilof", wyrąbanie wielkich brył lodu z naszego żyjącego swoim życiem (polarnym) zamrażalnika i wrzucenie go do miednicy celem gremialnego zanużenia weń stóp - dało odrobinę ulgi!
-nieoczekiwane spotkanie idola, który napisał rozmówki polsko-gruzińskie (szkoda, że ich nie miałam ze sobą bo poprosiłabym o odcisk palca :D)
-dotknięcie czoła lodowca (i poczęstunek kamieniem od tegoż :D)
-wracanie po pijaku do guest-house'u w Swanetii, mijanie oświetlonych wież obronnych i zadzieranie głowy wysoko, aby podglądać te nieziemsko piękne, wielkie gwiazdy
-wino pite w środku nocy na kopulastych dachach tbiliskich łaźni
-w drodze do Lentechi, przystanek na środku drogi (!), muzyka na fulla, towarzystwo wysiada, nieco zdezorientowane, panowie Gruziny proszą panie do tańca, panowie Polacy z grupy podejmują wyzwanie ;) tańce, hulanki, swawole.
-w drodze do Lentechi, przystanek na środku drogi (!), muzyka na fulla, towarzystwo wysiada, nieco zdezorientowane, panowie Gruziny proszą panie do tańca, panowie Polacy z grupy podejmują wyzwanie ;) tańce, hulanki, swawole.
-mądre spojrzenie mojej nauczycielki języka i jej przepiękny, ciepły uśmiech, wspólne gotowanie blinów i długie rozmowy o życiu
-dach naszego bloku w Tkibuli - i wszystko co sie tam wydarzyło ;)
-orzeźwiający chłód wody w Kanionie Martvili
-uśmiech gruzińskich dzieciaków, które wróciły przeszczęśliwe z obozu sportowego organizowanego dla nich w Polsce
-ubaw udzielania wywiadu dla gruzińskiej TV
-moja przystań w Tbilisi, guesthouse Aboviani, synagoga za rogiem, wszędzie blisko, upicie się obłędnie dobrym winem (normalka) na pożegnanie (ostatnia noc w Tbilisi przed powrotem do Polski..), a potem niekontrolowany z lekka spacer po Starym Mieście, z którego pamiętam głównie Tańczące Fontanny i miękkość trawnika w Parku Europejskim
-moja przystań w Tbilisi, guesthouse Aboviani, synagoga za rogiem, wszędzie blisko, upicie się obłędnie dobrym winem (normalka) na pożegnanie (ostatnia noc w Tbilisi przed powrotem do Polski..), a potem niekontrolowany z lekka spacer po Starym Mieście, z którego pamiętam głównie Tańczące Fontanny i miękkość trawnika w Parku Europejskim
-lazurowy kolor dachu katedry Bagrati
-zwariowana rodzina nauczycieli i muzykantów w Mukhurze :D
-widok na Morze Czarne z kolejki linowej w Batumi i głupawka z Ulą ^^
-wizyta w maleńkim zakładzie fryzjerskim w Sighnaghi, kiedy to siostra moja "po pijaku" obcięła włosy
https://www.youtube.com/watch?v=xrOrPTf_upQ
-wizyta w maleńkim zakładzie fryzjerskim w Sighnaghi, kiedy to siostra moja "po pijaku" obcięła włosy
-picie wina z plastikowych butelek po Borjomi na wieżach Sighnaghi z widokiem na Dolinę Alazanii!!!!
-zupełnie niespodziewany śnieg w kwietniu przy podejściu do kościółka Cminda Sameba w Kazbegi
-kurz unoszący się w powietrzu, gdy mężczyźni i chłopcy z wioski grali w tradycyjną grę wielkanocną z użyciem piłki - tzw. leloburti
-kleistość gliny, z której niezdarnie garnki lepiłam :D a potem wjechała chacha...
-kleistość gliny, z której niezdarnie garnki lepiłam :D a potem wjechała chacha...
DO ZOBACZENIA W GRUZJI! MIEJCIE USZY, OCZY I SERCA ZAWSZE SZEROKO OTWARTE!!!! ;)))))
z pozdrowieniami,
Sylwia Zajdel
I jeszcze... ;)))) przybyłam, zobaczyłam, i zwyciężyłam, a co! :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz