logo

logo
współpracuję z:

czwartek, 18 września 2014

POSTscriptum

Wspomnienia, stopklatki, przebitki, smaki, zapachy, synestezje, jednym słowem - uroki chwil życia w Gruzji, które wbiły mi się w twardy dysk pamięci - nieodwracalnie go modyfikując ;))) Davai!:

-smak świeżego, gorącego mleka prosto od krowy, pitego w wyszczerbionej filiżance na ganku w Mestii, z hipnotyzującym widokiem na Wysoki Kaukaz, i zabawy na prowizorycznej huśtawce z kilkuletnią córeczką guest-mamy

-ciepło wydobywające się z kominka u naszych przyjaciół w Raczy, rozmowy nad iskrzącym ogniem do rana i grzanie rąk w mroźny, gruziński Nowy Rok, wcinanie adżapsandału po trudach drogi w zamieci śnieżnej

-relaks na jesiennym balkonie w Ambrolauri, w otoczeniu wiszących koszy wypełnionych orzechami włoskimi i innymi smakowitościami

-spontaniczne rzucenie się w metrowy śnieg w górach i wykonanie rytualnych orłów w tymże

-nieco niepokojący wyraz oczu delfinów i  bezpośredni kontakt z ich skórą - jak idealnie napompowana, idealnie śliska piłka

-cisza absolutna, ten rodzaj ciszy, gdy wreszcie słyszysz jedynie swoje myśli, mięśnie wyrzucają napięcie, a oddech uspokaja się...w David Garedży

-jeden mega upalny, bezwietrznie kisielowaty wieczór w naszym mieszkaniu w Tkibuli w towarzystwie gości z Francji i Łotwy, kiedy nie pomagało siadanie gołym tyłkiem na zimnej posadzce w kuchni, ani usilna próba wywołania przeciągu, dopiero chwycenie za domowy "kilof", wyrąbanie wielkich brył lodu z naszego żyjącego swoim życiem (polarnym) zamrażalnika i wrzucenie go do miednicy celem gremialnego zanużenia weń stóp - dało odrobinę ulgi!

-nieoczekiwane spotkanie idola, który napisał rozmówki polsko-gruzińskie (szkoda, że ich nie miałam ze sobą bo poprosiłabym o odcisk palca :D)

-dotknięcie czoła lodowca (i poczęstunek kamieniem od tegoż :D)

-wracanie po pijaku do guest-house'u w Swanetii, mijanie oświetlonych wież obronnych i zadzieranie głowy wysoko, aby podglądać te nieziemsko piękne, wielkie gwiazdy 

-wino pite w środku nocy na kopulastych dachach tbiliskich łaźni

-w drodze do Lentechi, przystanek na środku drogi (!), muzyka na fulla, towarzystwo wysiada, nieco zdezorientowane, panowie Gruziny proszą panie do tańca, panowie Polacy z grupy podejmują wyzwanie ;) tańce, hulanki, swawole. 

-mądre spojrzenie mojej nauczycielki języka i jej przepiękny, ciepły uśmiech, wspólne gotowanie blinów i długie rozmowy o życiu

-dach naszego bloku w Tkibuli - i wszystko co sie tam wydarzyło ;)

-orzeźwiający chłód wody w Kanionie Martvili

-uśmiech gruzińskich dzieciaków, które wróciły przeszczęśliwe z obozu sportowego organizowanego dla nich w Polsce

-ubaw udzielania wywiadu dla gruzińskiej TV

-moja przystań w Tbilisi, guesthouse Aboviani, synagoga za rogiem, wszędzie blisko, upicie się obłędnie dobrym winem (normalka) na pożegnanie (ostatnia noc w Tbilisi przed powrotem do Polski..), a potem niekontrolowany z lekka spacer po Starym Mieście, z którego pamiętam głównie Tańczące Fontanny i miękkość trawnika w Parku Europejskim

-lazurowy kolor dachu katedry Bagrati

-zwariowana rodzina nauczycieli i muzykantów w Mukhurze  :D

-widok na Morze Czarne z kolejki linowej w Batumi i głupawka z Ulą ^^

-wizyta w maleńkim zakładzie fryzjerskim w Sighnaghi, kiedy to siostra moja "po pijaku" obcięła włosy

-picie wina z plastikowych butelek po Borjomi na wieżach Sighnaghi z widokiem na Dolinę Alazanii!!!!

-zupełnie niespodziewany śnieg w kwietniu przy podejściu do kościółka Cminda Sameba w Kazbegi 

-kurz unoszący się w powietrzu, gdy mężczyźni i chłopcy z wioski grali w tradycyjną grę wielkanocną z użyciem piłki - tzw. leloburti

-kleistość gliny, z której niezdarnie garnki lepiłam :D a potem wjechała chacha...

DO ZOBACZENIA W GRUZJI! MIEJCIE USZY, OCZY I SERCA ZAWSZE SZEROKO OTWARTE!!!! ;)))))

z pozdrowieniami,
Sylwia Zajdel



I jeszcze... ;)))) przybyłam, zobaczyłam, i zwyciężyłam, a co! :*

https://www.youtube.com/watch?v=xrOrPTf_upQ


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz